Uścisnęli się, a lekki deszcz, który wtedy zaczął padać, wydawał się błogosławieństwem. Sąsiedzi przejeżdżający drogą zatrzymywali się, by obserwować scenę — starą, schorowaną matkę, trzymającą syna w ramionach jak dziecko.
Od tamtej pory Radu przychodził do niej w każdą niedzielę. Przynosił jej owoce, lekarstwa, a czasem po prostu kwiat. Ale dla Doriny najcenniejszym darem był wspólnie spędzony czas.
Mijały lata, a jej serce, naprawione skalpelem i miłością syna, biło spokojnie. Pewnego wieczoru, siedząc na ławce przed domem, powiedziała sobie: „Życie uczy, że czasami miłość okazuje się nie słowami, lecz cichymi czynami. Że ludzie popełniają błędy, ale potrafią je naprawić. I że bez względu na to, jak ciężki jest świat, serce matki zawsze wybacza”.
Uśmiechnęła się, patrząc na rdzawy zachód słońca nad polami i poczuła, że wreszcie wszystko jest tak, jak być powinno.