Spojrzał na swój talerz, czerwony, jakby wypisane na nim były jakieś cyfry.
Powietrze zrobiło się rzadkie. Nawet muzyka z hotelowego baru zdawała się oddalać.
Część 2
Silas nie odzywał się do mnie podczas jazdy samochodem. Ciągle stukał w telefon. Na zewnątrz miasto lśniło przez przyciemniane szyby. W samochodzie słyszałam tylko swój oddech.
Perfumy Brittany, cytrusowe i ostre, unosiły się na jego kurtce. Spojrzałam na splecione dłonie i pomyślałam o szmaragdowej sukience, która wisiała cicho w naszej szafie, tej, którą wybrałam i której nigdy nie nosiłam. Zastanawiałam się, kiedy zaczęłam pozwalać innym wybierać kolory.
Wróciwszy do apartamentu, poszedł prosto do swojego biura, zostawiając drzwi uchylone na tyle, żebym wiedziała, że się nie ukrywa, że jest po prostu niedostępny. Zostałam w kuchni, gdzie poranek był łagodny.
Srebrny talerz z witaminami lśnił w świetle. Wytarłam szminkę z nie swojej szklanki i odłożyłam ją, jakby nic się nie stało.
Jego głos dobiegł z biura, spokojny i opanowany, gdy zawołał kogoś z powrotem. Na końcu korytarza cicho zatrąbił dzwonek windy. Zagotowałam herbatę, choć wiedziałam, że nigdy jej nie wypiję.
Kiedy w końcu dotarł do drzwi, bez marynarki, z poluzowanym krawatem w miejscu, gdzie spoczywały palce Brittany, na jego twarzy pojawił się ten sam wyraz, który przybiera przed kamerami, gdy musi mówić o stratach, jakby były szansami.
„Zajmiemy się twoim małym wybuchem” – powiedział – „w swoim czasie”.
Spotkałam się z jego wzrokiem i skinęłam głową, a ogarnęła mnie dziwna cisza. To nie był spokój. To była cisza przed odpowiedzią, ogromna i pełna oczekiwania.
Zgasiłam czajnik, który zaczął gwizdać, i pozwoliłam, by cisza znów zapadła w mieszkaniu. Światła miasta migotały za oknem jak sygnał, którego wcześniej nie zauważyłam.
Stał tam przez długi czas, światła rozcinały mu twarz na fragmenty złota i cienia, a ja kurczowo trzymałam się płaszcza babci, zastanawiając się, kiedy cisza stała się naszym najbardziej płynnym językiem. W końcu odetchnął i powiedział tym uprzejmym, wyważonym tonem, którego używa, gdy jest otoczony inwestorami:
„Omówimy twoje zachowanie”.
Potem odwrócił się i skierował do sypialni, jakby reszta wieczoru była tylko spotkaniem, które mógł zakończyć w dowolnym momencie. Drzwi zamknęły się za nim. Klik był cichy, ale tak głośny, że przeszedł mnie dreszcz.
Stałam jak wryta w korytarz, wpatrując się w odbicie żyrandola na marmurowej posadzce. Mieszkanie nagle wydało mi się za duże, za jasne, za ciche.
Na dole zawył klakson samochodu. Miasto kręciło się obojętnie, a ja czułam się, jakby moje życie zamarło.
Kiedy w końcu weszłam do sypialni, Silas wciąż siedział w smokingu na skraju łóżka, z oczami wlepionymi w telefon. Jego muszka była rozpięta. Marynarka leżała na krześle niczym zrzucona skóra.
Nie podniósł wzroku, kiedy weszłam.
„Zawstydziłaś mnie” – mruknął. „Przed moją radą. Przed Morrisonem”.
Nic nie powiedziałam. Ciężar kolczyków był nie do zniesienia, więc ostrożnie je zdjęłam i położyłam na stoliku nocnym.
Dłonie mi drżały, nie ze strachu, ale z dziwnej mieszanki wyczerpania i jasności umysłu.
W końcu spojrzał na mnie, jego wzrok był pusty, a usta zaciśnięte.
„Byłaś lekkomyślna. Drobna. Czy zdajesz sobie sprawę, co zrobiłaś?”
Wstał i zaczął chodzić po pokoju, jak przed ważnymi negocjacjami.
„Nie mogę tego tolerować. Nie mogę pozwolić, żebyś naraził na szwank wszystko, co zbudowałem. Dopóki nie zaczniesz się dobrze zachowywać, zostaniesz w pokoju gościnnym”.
Brzmiał, jakby rozmawiał ze wspólnikiem, który nie dotrzymał terminu. Jego słowa były tak zimne, tak obojętne, że o mało się nie roześmiałam.
Zamiast tego powiedziałam po prostu:
„Dobrze”.
Mrugnął, zbity z tropu moim opanowaniem.
„Zostaniesz tu, dopóki nie przeprosisz mnie i Brittany”.
Te słowa o mało nie przerwały mojego milczenia. Jego milczenia. Milczenia kobiety, która znała widok z naszego pokoju. Ale ja milczałam. Przełknęłam ślinę, czując metaliczny posmak w ustach.
„Dobrze” – powtórzyłam cicho.
Jego oczy się zwęziły. Czekał na reakcję. Ja jej nie dałam.
Kiedy odwróciłam się, żeby powiesić szlafrok, mruknął coś o niewdzięczności. Rzuciłam go między nas jak kamień.
Tej nocy chwyciłam poduszkę, cienki koc i telefon. Drzwi do pokoju gościnnego zaskrzypiały, gdy je otworzyłam.