Publicité

Mama przepisała działkę na siostrę, bo miała trudniej. Ja się zgodziłam, bo rodzice prosili. Teraz siostra ją sprzedała. Kiedy powiedziałam mamie, usłyszałam: "Nie bądź zazdrosna, ty zawsze sobie radzisz"

Publicité

"Wiem, Jolciu."

"Wiesz?"

"Renata mi powiedziała miesiąc temu. Potrzebowała samochodu."

Miesiąc. Mama wiedziała od miesiąca i ani razu nie zadzwoniła. Nie zapytała, co ja o tym myślę. Nie powiedziała - "Jolciu, przepraszam, źle to rozegrałam."

"Mamo, tato budował ten domek trzy lata. To było nasze wspólne miejsce. Nie po to się zgodziłam..."

"Jolka, nie zaczynaj. Działka była nasza i zrobiliśmy z nią, co uważaliśmy za słuszne. Renata jest dorosła i zrobiła, co musiała. Nie bądź zazdrosna. Ty zawsze sobie radzisz."

Odłożyłam słuchawkę. Darek patrzył na mnie z kanapy i nie musiał pytać. Widział.

"Wiedziałem" - powiedział tylko. Bez złośliwości. Ze zmęczeniem kogoś, kto od lat obserwuje ten sam spektakl.

Tydzień później pojechałam do Siedlec. Nie do mamy - na dawną działkę. Ogrodzenie już było zdemontowane. Na bramce wisiała tabliczka "Działka na sprzedaż" - przekreślona, z dopiskiem "Sprzedana". Jabłoń jeszcze stała. Ławka, na której Darek mi się oświadczył, zniknęła.

Stałam tam chyba dwadzieścia minut. Nie płakałam. Już dawno przestałam płakać w sprawach dotyczących tej rodziny.

Następnego dnia zadzwoniła Renata. Wesoła, gadatliwa.

"Jolka, wyobraź sobie, że Kuba dostał się do lepszego klubu piłkarskiego! Muszę go wozić trzy razy w tygodniu, dobrze, że kupiłam ten samochód..."

"Renata" - przerwałam jej. "Nie dzwoń do mnie przez jakiś czas."

"Co? Dlaczego? Jolka, o co ci chodzi?"

"O działkę. O jabłoń. O ławkę. O trzydzieści lat bycia tą, która sobie radzi, więc nic jej się nie należy."

Rozłączyła się.

Mama zadzwoniła godzinę później. Przewidywalne jak wschód słońca.

"Jolanta, co ty robisz? Rodzina się kłóci o jakieś deski i jabłko?"

Nie odpowiedziałam. Bo to nie były deski i jabłko. To był domek, który tato budował z miłością. Ławka, na której zaczęło się moje dorosłe życie. I trzydzieści lat milczenia, kiedy ktoś powinien był powiedzieć - "Jolka, tobie też jest ciężko. Jolka, ty też potrzebujesz."

Minęły trzy miesiące. Z Renatą nie rozmawiamy. Z mamą - zdawkowo, o pogodzie i zdrowiu taty. Darek mówi, żebym dała sobie spokój. Koleżanka z pracowni krawieckiej mówi, że powinnam iść do psychologa. Może pójdę.

Ale jedno wiem na pewno. Następnym razem, kiedy ktoś powie mi "ty zawsze sobie radzisz" - odpowiem: "Tak. Ale nie dlatego, że mnie nie boli. Tylko dlatego, że nikt nigdy nie zapytał."

Publicité