Ten poranek zaczął się od niezapowiedzianego przybycia Diane, która wlokła dwie walizki i torbę na ubrania przez przedpokój, jakby meldowała się w hotelu. Trevor zaprosił ją, żeby została „dla wsparcia” po rozwodzie. Zakładała, że już mnie nie będzie. Nie zawracałem sobie głowy sprostowaniem tego założenia, bo byłem zmęczony tłumaczeniem rzeczy ludziom, którzy i tak ich nie rozumieli.
Teraz już wiedziała.
Wiedziała jeszcze coś: jeśli Trevor nie zrefinansuje mojej pożyczki ani nie wykupi mojego zabezpieczonego udziału, wynik nie będzie emocjonalny.
To byłoby finansowe.
Dom może zostać wystawiony na sprzedaż.
Do południa Trevor dzwonił do swojego prawnika dwa razy i ani razu nie otrzymał pocieszenia. O drugiej nad ranem pojawiła się Laura Benton i usiadła naprzeciwko nas w gabinecie z otwartym laptopem, mówiąc spokojnym tonem, jakiego używają profesjonaliści, gdy jedna strona panikuje, a druga ma dokumentację.
Wyjaśniła to jeszcze raz Diane.
Moje oddzielne środki stanowiły większość zaliczki. Trevor podpisał umowę, w której uznał ten wkład i przyznał mi zabezpieczone roszczenie do nieruchomości. Wyrok rozwodowy egzekwował to roszczenie i dał Trevorowi krótki czas na refinansowanie. Do tego czasu miałam prawo do posiadania nieruchomości i nie miałam obowiązku zniknięcia tylko dlatego, że małżeństwo się skończyło.
Diane zaśmiała się z niedowierzaniem. „Więc mój syn może stracić ten dom przez nią?”