Następnie wyciągnęła dolną szufladę komody i zaczęła metodycznie wkładać do niej bieliznę i skarpetki.
— Hej, co robisz? — Dima zrobił krok naprzód.
Jego głos natychmiast stracił drwiący ton.
Powstało lekkie zamieszanie.
— Dlaczego dotykasz moich rzeczy?
— Przygotowuję się na twoje wyjście, Dima.
Przeprowadzasz się.
W domu twojej matki, u przyjaciela lub w hotelu.
Nie obchodzi mnie dokładnie gdzie.
Najważniejsze jest to, że za pół godziny nie będzie cię już w tym domu.
"Czy ty kompletnie zwariowałeś?" - nagle podniósł głos.
— To mój dom!
Jesteśmy prawnie małżeństwem!
Nigdzie się nie wybieram!
Katia podeszła do swojego biurka.
Wyjęła sztywną, przezroczystą teczkę, w której znajdowały się starannie wypełnione kartki papieru.
— Oto mój pozew rozwodowy — Katia wrzuciła koszulę na swoje rzeczy i wrzuciła je do torby.
— Kupiłem to mieszkanie dwa lata przed naszym ślubem cywilnym.
Nawet nie jesteś tu zarejestrowany.
Nie masz żadnych praw do tej nieruchomości.
Dima chciał rzucić kolejną bolesną obelgę, gdy nagle w korytarzu zadzwonił dzwonek do drzwi.
Natarczywie, przez długi czas, jakby ktoś postanowił wcisnąć przycisk.
— Już idzie mama — złośliwie zaśmiał się Dima.
— Obiecała, że przyjdzie dziś wieczorem.
Teraz wyjaśnimy ci jasno i wspólnie, jak powinnaś się zachowywać w stosunku do swojego męża.
Szybko skierował się w stronę korytarza i gwałtownie otworzył drzwi wejściowe.
Swietłana stała na progu.
Trzymała w ręku dwie ogromne, pełne torby.
Wyglądała na zdecydowaną i pewną siebie, jak gospodyni domu.
— Synu, pomóż mi wnieść torby — rozkazała macocha.
— Zastanowiłem się i podjąłem decyzję: zamierzam z tobą zamieszkać na kilka miesięcy.
W moim mieszkaniu trzeba ponownie przykleić tapetę, a nie chcę wdychać pyłu powstałego podczas pracy.
Katka, zrób mi miejsce w jej pokoju.
Swietłana weszła do jasnego korytarza i zdjęła buty.
Natychmiast ruszyła w stronę kuchni, głośno komentując wszystko, co się działo.
— A dlaczego naczynia nadal nie są umyte?
A jednak jadłem tu lunch!