„W takim razie użyj bardziej precyzyjnego czasownika”.
Mara otwiera jeden z segregatorów. „Mamy dowody” – mówi ostrożnie – „że skargi oznaczone jako „niedopasowanie gości” zostały zamknięte bez eskalacji”.
Odwracasz się do niej. „Niedopasowanie gości”.
„Tak”.
O mało się nie roześmiasz.
„Powiedz to jeszcze raz powoli” – mówisz Arthurowi.
Nie robi tego.
Kierownik działu kadr, Denise Cho, pochyla się lekko do przodu. „Ta etykieta została pierwotnie utworzona dla zakłócania porządku pod wpływem alkoholu i konfliktów dotyczących ubioru. Wygląda na to, że została przeniesiona”.
No i proszę. Kolejne słowo, które brzmi administracyjnie, dopóki nie przyjrzysz mu się bliżej. Dryfował. Jak toksyczny wyciek, który grzecznie przedostaje się do sieci wodociągowej.
Stukasz raz w stół. „Ile?”
Denise spogląda na wydruk. „Czterdzieści dwa incydenty z gośćmi zamknięte zgodnie z tym kodem. Siedemnaście skarg personelu dotyczących zastraszania ze strony kierownictwa. Osiem rezygnacji w ciągu dziewięćdziesięciu dni od złożenia skargi. Trzy udokumentowane spory dotyczące rozliczeń zostały później odpisane z budżetów na ochronę marki”.
Arthur zamyka oczy na krótką sekundę.
Czterdzieści dwa.
Siedemnaście.
Osiem.
Trzy.