„A twoja matka? Czy ona w ogóle jest w to zamieszana, czy to tylko kolejna ofiara?”
Głos Jolene był ledwo słyszalny.
„Wychowała nas tak, żebyśmy się o siebie troszczyli. Zawsze chroniła Marcusa, usprawiedliwiała go. Wiedziała, co robimy”.
Odwróciłem się do niej twarzą.
„My, Jolene? Ciągle powtarzasz, że jesteśmy tak samo winni. Jesteście tak samo winni. Wybrałaś to. Zdradziłaś męża, żeby pomóc swojemu bratu-przestępcy okraść mężczyznę, który cię kochał”.
Wtedy zaczęła płakać, ciche łzy spływały jej po policzkach.
„Wiem. Wiem, jak to brzmi. Ale nie rozumiesz, jak to jest, gdy ktoś, kogo kochasz, jest tak zdesperowany, tak zagubiony. Myślałam, że mogę mu pomóc i jednocześnie cię chronić”.
„Chronić mnie? Okradliście mnie przez dwa lata”.
„Powstrzymałam go przed zażyciem wszystkiego naraz. Upewniłam się, że bierze tylko takie ilości, których nie zauważysz od razu. Próbowałam zyskać czas, żeby znaleźć inny sposób”.
Absurdalność tego wszystkiego uderzyła mnie jak policzek. Myślała, że mnie chroni, regulując tempo kradzieży. Myślała, że jest rozważna, kradnąc mniejsze kwoty przez dłuższy czas, zamiast zabrać wszystko na raz.
„Chcę, żebyś wyszedł” – powiedziałem cicho.
„Edwin, proszę. Pozwól mi wszystko wyjaśnić. Pozwól, że pomogę ci zrozumieć.”
„Wystarczająco mi wyjaśniłeś. Musisz spakować torbę i przenocować gdzieś indziej. Potrzebuję czasu do namysłu”.
Jolene otarła oczy i skinęła głową.
„Czy mogę wrócić jutro? Czy możemy porozmawiać o tym więcej, kiedy będziesz miał czas to przetworzyć?”
Spojrzałem na nią. Na tę kobietę, którą kochałem, której ufałem i z którą planowałem spędzić życie, i zdałem sobie sprawę, że w ogóle nie wiem, kim ona jest. Osoba siedząca w mojej kuchni była obcą osobą, która wyglądała jak moja żona, ale okłamywała mnie od lat.
„Nie wiem” – powiedziałem szczerze. „Już nic nie wiem”.
Kiedy zbierała swoje rzeczy i szykowała się do wyjścia, zastanawiałem się, czego jeszcze nie wiem. Jakich jeszcze kłamstw mi naopowiadała? Jakie jeszcze sekrety skrywała?
Ale najbardziej przerażała mnie myśl, że to może się nie skończyć. Że Marcus, gdziekolwiek by był, mógł jeszcze ze mną nie skończyć.
Nie spałem tej nocy. Jak mogłem? Każdy dźwięk w domu przyprawiał mnie o dreszcze, a każdy skrzyp desek podłogowych sprawiał, że zastanawiałem się, czy ktoś nie próbuje się włamać.
Szary sweter i dżinsy wciąż leżały na kuchennym stole, tam gdzie je zostawiłam. Fizyczny dowód, że moje życie zostało zaatakowane przez nieznajomego, który wyglądał jak ja.
O trzeciej nad ranem dałem sobie spokój ze snem i zrobiłem kawę. Siedząc przy kuchennym blacie, gapiąc się na ciemną ulicę, zdałem sobie sprawę, że potrzebuję odpowiedzi. Prawdziwych odpowiedzi, a nie starannie rozpracowanych półprawd, którymi karmiła mnie Jolene.
Jeśli chciałem dowiedzieć się, jak głęboko to sięgało, musiałem przeprowadzić własne śledztwo.
Zacząłem od oczywistego miejsca, naszego domowego biura. Jolene zajmowała się większością naszej dokumentacji domowej i zawsze byłem jej za to wdzięczny. Była zorganizowana, dbała o szczegóły i ufałem jej w zarządzaniu wszystkim, od polis ubezpieczeniowych po dokumenty podatkowe.
Teraz to zaufanie wydawało mi się największym błędem mojego życia.
Szafka na dokumenty była zamknięta, co powinno być dla mnie pierwszym sygnałem. Przez pięć lat małżeństwa ani razu nie widziałem, żeby Jolene zamykała tę szafkę. Kiedy raz o to zapytałem, roześmiała się i powiedziała, że chroni nasze ważne dokumenty przed włamywaczami, jakby ktoś włamał się tylko po to, żeby ukraść nasze dokumenty hipoteczne.
Znalezienie klucza, ukrytego z tyłu jej szkatułki na biżuterię za parą kolczyków, które jej podarowałem na naszą trzecią rocznicę, zajęło mi 20 minut. Ręce mi się trzęsły, gdy otwierałem szkatułkę, choć nie potrafiłem stwierdzić, czy to od kofeiny, czy od nerwów.
Pierwszy folder, który wyciągnąłem, był oznaczony etykietą „Wydatki medyczne” napisaną starannym pismem Jolene. Wewnątrz znajdowały się dziesiątki faktur, wszystkie najwyraźniej z gabinetu dr Martinez, wszystkie dotyczące trwającego leczenia jej matki. Kwoty były oszałamiające. 3200 dolarów za fizjoterapię, 2800 dolarów za konsultacje specjalistyczne, 4100 dolarów za leczenie doraźne.
Ale kiedy przyjrzałem się bliżej, coś mi nie pasowało. Nagłówek był nieodpowiedni, lekko przesunięty w bok, czcionka nie do końca pasowała do strony internetowej kliniki, którą otworzyłem na telefonie, a numery faktur układały się w zbyt spójny, zbyt sekwencyjny wzór.
To nie były prawdziwe rachunki za leczenie. To były podróbki.
Drugi folder był gorszy. Znacznie gorszy.
Widniała na nim etykieta „zarządzanie nieruchomością” i zawierała dokumenty, których nigdy wcześniej nie widziałem. Formularz przeniesienia własności naszego domu, datowany zaledwie 6 miesięcy temu, z którego wynikało, że nieruchomość została przeniesiona z naszych obojga na nazwisko Jolene.
Poniżej widnieje umowa refinansowania kredytu hipotecznego, którą najwyraźniej podpisałem, zaciągając pożyczkę pod zastaw nieruchomości w wysokości 190 000 dolarów.
Wpatrywałem się w podpis na dokumentach refinansowych. Wyglądał jak mój, ale nigdy nie podpisywałem tego dokumentu. Nigdy wcześniej go nie widziałem.
Mój dom. Dom, w którym mieszkałem przez 8 lat. Dom, który kupiłem 2 lata przed poznaniem Jolene, prawnie już nie należał do mnie.
Trzeci folder zmroził mi krew w żyłach.
Zawierał kopie dokumentów tożsamości niejakiego Marcusa Reevesa. Prawo jazdy, kartę ubezpieczenia społecznego, paszport, a nawet akt urodzenia. Ale zdjęcie na prawie jazdy przedstawiało twarz, którą widziałem w banku. Mężczyznę, który wyglądał jak ja, ale nie do końca tak jak powinien.
Do dokumentów tożsamości dołączona była odręczna notatka napisana przez Jolene.
Harmonogram ćwiczeń.
Edwin wychodzi do pracy o 7:45 od poniedziałku do piątku. Siłownia we wtorki i czwartki o 18:30. Podróże służbowe w pierwszym tygodniu każdego miesiąca. Ulubione restauracje? Romanos w piątkowe wieczory. Kawiarnia na Piątej Ulicy w sobotnie poranki. Ćwiczenia z autografem na odwrocie.
Odwróciłam gazetę i zrobiło mi się niedobrze.
Ktoś ćwiczył mój podpis w kółko, coraz lepiej naśladując mój charakter pisma. Na dole strony, idealnie imitując mój podpis, widniały słowa Edwin Michael Hartwell, powtórzone dziesiątki razy.
Ale to nie wszystko.
Oś czasu napisana ręką Jolene, pokazująca daty i wydarzenia z ostatnich dwóch lat.
Miesiące 1–3: faza gromadzenia informacji, budowania zaufania i codziennych rutyn.
Miesiące 4-8: Zbieranie dokumentacji. Kopiowanie ważnych dokumentów. Ustalanie schematów bankowych.
Miesiące 9-12: rozpoczynają się małe wypłaty. Przetestuj środki bezpieczeństwa i czasy reakcji.
Od 13. do 18. miesiąca zwiększ kwoty wypłat, ustal narrację dotyczącą nagłego wypadku medycznego.
Miesiące 19–24, przeniesienie własności i pozyskanie kapitału, przygotowanie do fazy końcowej.
Miesiąc 25 plus, całkowite przeniesienie i relokacja aktywów.
Przyglądałem się dwuletniemu planowi kradzieży całego swojego życia.
Napisane ręką mojej żony.
Na dole osi czasu, innym charakterem pisma, ciemniejszym i bardziej agresywnym, ktoś dodał:
Jeśli Edwin nabierze podejrzeń przed ukończeniem prac, wdroż plan awaryjny. Spraw, by wyglądało to na wypadek.
Moje ręce zaczęły się tak bardzo trząść, że prawie upuściłem kartki.
Plan awaryjny. Spraw, żeby wyglądało to na wypadek.
Nie planowali mnie tylko okraść. Gdybym zbliżył się za bardzo do prawdy, planowaliby mnie zabić.
Chwyciłem telefon i zadzwoniłem pod numer, który dała mi Margaret w banku. Mimo że była 4:00 rano, od razu włączyła się poczta głosowa, więc zostawiłem wiadomość z prośbą o jak najszybszy kontakt.
Potem zadzwoniłem na policję.
„911, jaki jest twój przypadek?”
„Muszę zgłosić kradzież tożsamości i oszustwo” – powiedziałem, starając się mówić spokojnie. „A być może także spisek mający na celu popełnienie morderstwa”.
Policjantka, która przyszła do mnie do domu, nazywała się detektyw Sarah Chen, kobieta po czterdziestce, o bystrym spojrzeniu i rzeczowym usposobieniu. Siedziała przy moim kuchennym stole, przeglądając znalezione przeze mnie dokumenty, podczas gdy ja opowiadałam jej o wszystkim, co się wydarzyło.
„Panie Hartwell” – powiedziała, kiedy skończyłem – „ma pan szczęście, że znalazł pan to wtedy. Sądząc po chronologii, był pan bardzo blisko ostatniej fazy ich operacji”.
„Na czym polegałaby ostatnia faza?”
„Całkowite zniknięcie twojego majątku, a prawdopodobnie również twojego zniknięcia. Ta uwaga o upozorowaniu tego na wypadek. Traktujemy te groźby bardzo poważnie”.
Detektyw Chen sfotografował każdy dokument, a następnie ostrożnie umieścił je w torebkach na dowody.
„Będziemy musieli skoordynować działania z FBI. Oszustwo międzystanowe, kradzież tożsamości, spisek. To znacznie poważniejsza sprawa niż lokalna”.
„A co z Jolene i jej bratem?”
„Opublikujemy alert BOLO, czyli „bądź czujny”, dla nich obu. Masz pojęcie, dokąd mogli się udać?”
Zastanowiłam się. Przez pięć lat spędzonych z Jolene nigdy nie wspomniała o przyjaciołach ani rodzinie poza matką i bratem, o którym twierdziła, że nie istnieje. Zawsze powtarzała, że jest osobą skrytą, że woli kameralne towarzystwo.
Teraz zrozumiałem, że to dlatego, że kłamała na temat całego swojego pochodzenia.
„Jej matka” – powiedziałem nagle. „Odwiedza swoją matkę dwa razy w tygodniu od dwóch lat. Jeśli ta kobieta w ogóle istnieje, może wiedzieć, dokąd poszły”.
Detektyw Chen skinął głową.
„Będziemy potrzebować tego adresu.”
Podałem jej adres mieszkania jej matki, który podała mi Jolene, choć teraz zdałem sobie sprawę, że nie mam pojęcia, czy to prawda. Wszystko, co powiedziała mi Jolene, było podejrzane.
„Panie Hartwell, chcę, żeby pan coś zrozumiał” – powiedziała detektyw Chen, zbierając dokumenty. „Ludzie, którzy panu to zrobili, to wyrafinowani przestępcy. To nie była zbrodnia z przypadku ani z desperacji. To była starannie zaplanowana, długofalowa operacja, mająca na celu kradzież wszystkich pańskich oszczędności, a być może i całego życia”.
„Jak myślisz, od jak dawna to robią?”
„Biorąc pod uwagę poziom organizacji i jakość sfałszowanych dokumentów, to nie pierwszy raz. Prawdopodobnie są inne ofiary, które nawet nie wiedzą, że zostały okradzione”.
Po wyjściu detektywa Chena siedziałem sam w swoim domu, a raczej w tym, co kiedyś było moim domem, próbując przetworzyć wszystko, czego się dowiedziałem.
Kobieta, którą kochałem przez 5 lat, była zawodową przestępczynią. Życie, które razem zbudowaliśmy, było misterną grą. Nawet dom, w którym mieszkałem, został mi skradziony za pomocą sfałszowanych dokumentów i kradzieży tożsamości.
Ale najbardziej przestraszyło mnie to, że uświadomiłam sobie, jak blisko byłam utraty wszystkiego, łącznie z moim życiem.
Gdybym nie odebrał tego telefonu z banku, gdyby Margaret nie była podejrzliwa, gdybym nie znalazł tych dokumentów, mógłbym zniknąć na zawsze. Kolejna ofiara wypadku w intrydze, która prawdopodobnie pochłonęła kolejne życia.
Mój telefon zadzwonił tuż po siódmej rano.
Małgorzata z banku.
„Panie Hartwell, odebrałem pańską wiadomość. Czy wszystko w porządku?”
„Żyję, co najwyraźniej jest lepszym wynikiem, niż się spodziewałem” – powiedziałem i opowiedziałem jej o tym, co odkryłem.
„Boże drogi” – powiedziała, kiedy skończyłem. „Panie Hartwell, jest jeszcze coś, co musi pan wiedzieć. Po pana wczorajszym wyjściu przeprowadziłam dalsze badania i znalazłam dowody podobnych prób w innych bankach w okolicy. Różne nazwiska, różne twarze, ale ten sam schemat. Pary, w których jeden z małżonków stopniowo uzyskuje dostęp do wszystkich informacji finansowych drugiego. A potem pojawia się mężczyzna, który jest uderzająco podobny do ofiary”.
„Ile innych przypadków?”
„Co najmniej trzy, które mogę znaleźć tylko w naszej okolicy. Panie Hartwell, w dwóch z tych przypadków pierwotny właściciel konta zginął w wypadkach wkrótce po tym, jak z jego kont wypłacono duże sumy pieniędzy”.

Pokój zaczął wirować wokół mnie.
Dwie osoby zginęły. Dwie osoby, które prawdopodobnie ufały swoim małżonkom tak samo, jak ja ufałem Jolene, które prawdopodobnie nigdy nie podejrzewały, że są wrabiane, dopóki nie było za późno.
„Jest jeszcze coś” – kontynuowała Margaret. „Sprawdziłam twoje konto dziś rano i wczoraj wieczorem była kolejna próba dostępu. O 3:17 ktoś próbował przelać wszystkie twoje oszczędności emerytalne na konto zagraniczne”.
„Czy to przeszło?”
„Nie. Po wczorajszym incydencie wstrzymaliśmy wszystkie transakcje. Ale, panie Hartwell, oni się nie poddają. Nadal aktywnie próbują pana okraść, nawet po tym, jak ich przykrywka została zdemaskowana”.
Pomyślałem o harmonogramie, który znalazłem. O planie, który tak starannie opracowywali przez dwa lata. Zainwestowali w to zbyt dużo czasu i wysiłku, żeby odejść z pustymi rękami.
Będą do mnie przychodzić tak długo, aż dostaną to, czego chcą, albo ktoś ich powstrzyma.
„Co mam teraz zrobić?” zapytałem.
„Zostań w bezpiecznym miejscu i pozwól policji się tym zająć. Ale panie Hartwell, musi pan zrozumieć, że ci ludzie są teraz zdesperowani. Ich plan się nie powiódł, ich przykrywka została zdemaskowana i nie mają już nic do stracenia. To czyni ich niezwykle niebezpiecznymi”.
Odkładając słuchawkę, zdałem sobie sprawę, że nie jestem już bezpieczny we własnym domu. Ludzie, którzy przez dwa lata kradli mi życie, znali każdy szczegół moich nawyków, przyzwyczajeń i kryjówek. Wiedzieli, kiedy wychodziłem do pracy, kiedy wracałem, kiedy byłem bezbronny, a teraz wiedzieli, że odkryłem ich plan.
Spakowałem torbę z niezbędnymi dokumentami i ubraniami, a następnie pojechałem do hotelu po drugiej stronie miasta. Zapłaciłem gotówką i użyłem fałszywego nazwiska – coś, co widziałem w filmach, ale nigdy nie sądziłem, że będę musiał zrobić w prawdziwym życiu.
Siedząc w tym anonimowym pokoju hotelowym i gapiąc się na parking, próbowałem zrozumieć, co zrobiłem źle. Jak mogłem być tak ślepy? Jak mogłem żyć z kimś przez pięć lat, nie dostrzegając, kim naprawdę jest?
Ale im dłużej o tym myślałem, tym bardziej uświadamiałem sobie, że Jolene nie tylko udawała, że mnie kocha. Badała mnie, poznawała moje słabości, moje słabe punkty, moją zdolność do zaufania. Każdy pocałunek, każda rozmowa, każda chwila intymności były zbieraniem danych na potrzeby operacji przestępczej.
Byłem żonaty z drapieżnikiem, który wyglądał jak kobieta moich marzeń.
A gdzieś tam ona i jej brat planowali swój następny ruch.
Spędziłem w tym hotelu 3 dni, podskakując na każdy dźwięk na korytarzu i sprawdzając zamki w drzwiach co kilka godzin. Detektyw Chen dzwonił dwa razy dziennie z aktualizacjami. Ale wieści nie były dobre.
Jolene i Marcus zniknęli bez śladu. Adres mieszkania jej matki, który podała mi Jolene, okazał się pustym lokalem, który stał pusty od 6 miesięcy. Konto bankowe, na które próbowali przelać pieniądze, zostało zamknięte w ciągu kilku godzin od nieudanej próby, a ślad po nim zaginął.
Ale trzeciego dnia detektyw Chen zadzwonił z wiadomością, która zmroziła mi krew w żyłach.
„Panie Hartwell, musimy się spotkać. Jest coś, co musi pan zobaczyć, i nie chcę o tym rozmawiać przez telefon”.
Spotkaliśmy się w kawiarni w centrum miasta, daleko od miejsca, w którym Jolene mogłaby mnie szukać. Detektyw Chen wyglądała na zmęczoną, jakby pracowała całą dobę, a teczka w jej rękach była gruba od nowych dokumentów.
„Badaliśmy pozostałe sprawy, o których wspomniałam” – powiedziała, wsuwając się do kabiny naprzeciwko mnie. „I odkryliśmy coś o wiele większego, niż początkowo sądziliśmy”.
Otworzyła teczkę i wyjęła serię zdjęć.
„Czy rozpoznajesz kogoś z tych ludzi?”
Przyjrzałem się zdjęciom. Trzy pary, wszystkie wyglądające na szczęśliwe i zakochane. Na każdym zdjęciu kobiety wyglądały inaczej. Miały różne kolory włosów, różne style ubioru, różną budowę twarzy.
Ale coś w ich wyrazie twarzy było znajome. Jakiś wyrachowany wyraz w ich oczach, który przypominał mi Jolene.
„Nie poznaję ich” – powiedziałem.
„Przyjrzyj się tym mężczyznom bliżej.”
Przyjrzałem się męskim twarzom na zdjęciach i aż mi się żołądek ścisnęło. Wszyscy wyglądali jak wariacje tej samej osoby. Różne fryzury, różne ubrania, ale ta sama podstawowa budowa kości, te same proporcje twarzy.
Wyglądali jak bracia.
„To wszystko Marcus?” – zapytałem.
„Myślimy, że tak. Uważamy, że Marcus Reeves, czy jakkolwiek się naprawdę nazywa, przybierał różne tożsamości i obierał za cel mężczyzn pasujących do określonego profilu. To osoby stabilne finansowo, wyobcowane społecznie i ufne”.
Detektyw Chen wyciągnął kolejny zestaw dokumentów.
„A kobiety też nie są przypadkowe. Uważamy, że wszystkie to ta sama osoba”.
Spojrzałem na nią.
"Co masz na myśli?"
„Operacje plastyczne, farbowanie włosów, kolorowe soczewki kontaktowe, a nawet zabiegi dentystyczne mające na celu zmianę kształtu twarzy. Kobieta, którą znałeś jako Jolene, wychodziła za mąż co najmniej cztery razy pod różnymi nazwiskami. Za każdym razem ona i Marcus spędzali dwa do trzech lat na wrabianiu swoich ofiar, a potem oni opróżniali ich majątek i znikali”.
Kawa w moim kubku wystygła, ale i tak nie mógłbym jej przełknąć.
„Mówisz mi, że całe moje małżeństwo było udawane?”
„Więcej niż udawanie. Profesjonalizm. Panie Hartwell, uważamy, że był pan celem. Dom, który pan kupił 8 lat temu, pańska praca, pańskie nawyki towarzyskie. Wybrali pana, bo idealnie pasował pan do profilu ich ofiary”.
Podała mi oś czasu, która pokazywała daty sięgające 7 lat wstecz.
„Myślimy, że obserwowali cię dłużej, niż ci się zdawało. Drobne interakcje przez lata, luźne spotkania, badania przeszłości. Zanim Jolene przypadkowo spotkała cię w tej księgarni 5 lat temu, wiedzieli już wszystko o twojej sytuacji finansowej, twoich emocjonalnych słabościach i codziennych nawykach”.
Wróciłam myślami do tego, jak poznałam Jolene. Obie sięgałyśmy po tę samą książkę w lokalnej księgarni, a ona się roześmiała i powiedziała, że mogę ją mieć, jeśli omówię ją z nią przy kawie. To było jak przeznaczenie, jak jedna z tych romantycznych historii o spotkaniach, które ludzie opowiadają na przyjęciach.
Ale od początku było to ustawione.
„Co stało się z pozostałymi mężczyznami?” – zapytałem, choć bałem się usłyszeć odpowiedź.
Wyraz twarzy detektywa Chena pociemniał.
„Robert Mansfield, lat 51, zginął w wypadku samochodowym 6 miesięcy po tym, jak jego żona opróżniła ich wspólne konto oszczędnościowe. David Park, lat 47, prawdopodobnie popełnił samobójstwo przez utopienie 3 tygodnie po tym, jak dowiedział się, że jego żona przepisała jego dom na swoje nazwisko. Michael Torres, lat 53, zmarł na zawał serca podczas kłótni, którą jego żona rzekomo przeprowadziła o pieniądze, ale sekcja zwłok wykazała oznaki zatrucia naparstnicą”.
„Oni ich zamordowali.”
„Nie możemy tego jeszcze udowodnić, ale tak, wierzymy, że tak. Schemat jest spójny. Kiedy mężczyźni odkryją kradzież lub nabiorą podejrzeń, giną w sposób, który wygląda na przypadkowy lub naturalny”.
Moje ręce znów się trzęsły. Mocniej ścisnęłam kubek z kawą, próbując się uspokoić.
„Jak blisko byłem?”
„Biorąc pod uwagę wydarzenia w twoim domu i fakt, że próbowali uzyskać dostęp do twoich środków emerytalnych po tym, jak ich przykrywka została zdemaskowana, powiedziałbym, że do wypadku pozostało ci może kilka tygodni”.
Detektyw Chen pochyliła się do przodu, jej wyraz twarzy był poważny.
„Panie Hartwell, jest jeszcze coś. Znaleźliśmy dowody na to, że planowali coś konkretnego dla pana.”
Wyciągnęła jeszcze jeden dokument, tym razem odręczną notatkę napisaną przez Jolene.
„Znaleźliśmy to w wynajętym przez nich magazynie pod fałszywymi nazwiskami”.
Przeczytałem notatkę i ze złości obraz zrobił mi się niewyraźny.
Polisa ubezpieczeniowa na życie Ease o wartości 250 tys. dolarów. Klauzula ubezpieczenia od śmierci w wyniku nieszczęśliwego wypadku zapewnia podwójną wypłatę. Plan na wypadek wypadku na polowaniu podczas corocznej wyprawy do domku letniskowego. Marcus będzie świadkiem na spotkaniu z partnerem myśliwskim. Czysta rana postrzałowa. Brak śladów walki. Historia: pistolet nie wypalił, gdy E czyścił karabin. M pocieszy pogrążoną w żałobie wdowę. Pomoże w uregulowaniu spadków.
Ostrożnie odłożyłam kartkę, bo bałam się, że ją podarłam, jeśli trzymałam ją dłużej.
Chcieli mnie zabić, gdy w przyszłym miesiącu będę na polowaniu.
„Najwyraźniej Marcus miał być tam jako twój nowy przyjaciel, ktoś, kogo Jolene ci przedstawiła i kto podzielał twoje zainteresowanie polowaniem. Byłby jedynym świadkiem twojego tragicznego wypadku”.
Jego wyrachowany chłód zaparł mi dech w piersiach. Zaplanowali zabić mnie w sposób, który wyglądałby całkowicie naturalnie, z Marcusem tuż obok, by kontrolować narrację i pocieszać moją pogrążoną w żałobie wdowę.
Jolene przejęłaby moje ubezpieczenie na życie, odziedziczyła resztę mojego majątku, a następnie zniknęłaby, aby rozpocząć cały proces od nowa, z nową tożsamością i nową ofiarą.
„Ile osób zabili?” zapytałem.
„Jeszcze nie wiemy. Współpracujemy z władzami federalnymi, aby prześledzić ich ruchy w ciągu ostatniej dekady. Ale panie Hartwell, sądzimy, że może pan być pierwszą ofiarą, która odkryła prawdę na czas, aby ich powstrzymać”.
Detektyw Chen zamknął teczkę i spojrzał na mnie poważnie.
„Co prowadzi nas do kolejnego problemu. Wiedzą, że żyjesz. Wiedzą, że ich plan się nie powiódł i wiedzą, że masz dowody, które mogłyby ich zamknąć na zawsze. Nie znikną po prostu i nie zaczną od nowa gdzie indziej. Będą chcieli cię uciszyć na zawsze”.
„Co więc mam zrobić?”
„Chcemy użyć cię jako przynęty.”
Spojrzałem na nią.
„Co mam zrobić?”
„W końcu po ciebie przyjdą. Muszą. Jesteś jedyną żyjącą osobą, która może powiązać ich z ich zbrodniami. Zamiast czekać, aż sami wybiorą czas i miejsce, chcemy kontrolować sytuację, zastawić pułapkę i złapać ich na gorącym uczynku”.
Pomysł mnie przerażał, ale dostrzegałem w nim logikę.
„Jaki rodzaj pułapki?”
„Ustawimy monitoring i przywrócimy ci normalny tryb życia, ale z tajną ochroną. Kiedy zaczną działać, będziemy gotowi”.
„A jeśli coś pójdzie nie tak? Jeśli dopadną mnie, zanim zdążysz ich powstrzymać?”
Wyraz twarzy detektywa Chena był ponury, ale zdecydowany.
„To ryzykowne. Ale panie Hartwell, ci ludzie zabili co najmniej trzech mężczyzn, a może więcej. Jeśli ich teraz nie powstrzymamy, będą to robić dalej. Znajdą nowe ofiary, nowe tożsamości i cykl się powtórzy”.
Pomyślałem o innych mężczyznach, tych, którzy zginęli, bo zaufali niewłaściwej osobie. Robertowi Mansfieldowi, Davidowi Parkowi, Michaelowi Torresowi. Prawdopodobnie kochali swoje żony tak samo, jak ja kochałem Jolene. Prawdopodobnie nigdy nie podejrzewali, że ktoś ich wrabia, dopóki nie było za późno.
„Jeśli to zrobię” – powiedziałem powoli – „jakie jest prawdopodobieństwo, że je złapiesz?”
„Dobrze. Są teraz zdesperowani, co oznacza, że popełnią błędy, a my będziemy na to gotowi”.
Siedziałem w tej kawiarni jeszcze godzinę, rozważając możliwości. Mogłem zniknąć, zmienić nazwisko, zacząć od nowa gdzie indziej. Ale to oznaczałoby, że resztę życia musiałbym spędzić, oglądając się przez ramię i zastanawiając, czy mnie znaleźli. I że zginą inni niewinni ludzie, bo za bardzo się bałem, żeby ich powstrzymać.
Albo mogłam zaufać detektyw Chen i agentom federalnym, z którymi współpracowała, i zaryzykować życie, żeby raz na zawsze zakończyć tę sprawę.
„Co miałbym zrobić?” – zapytałem w końcu.
„Wróć do domu. Wróć do swojej normalnej rutyny, na ile to możliwe. Idź do pracy. Idź na siłownię. Postępuj zgodnie ze schematami, które udokumentowała Jolene. Ale będziesz miał ochronę. Tajni agenci podszywający się pod sąsiadów. Sprzęt do monitoringu. Przyciski alarmowe. Gdy tylko się pojawią, będziemy gotowi”.
„A co jeśli nie połkną przynęty?”
„Zrobią to. Muszą. Wiesz za dużo. I nie mogą ryzykować, że przeżyjesz”.
Tego wieczoru wymeldowałem się z hotelu i pojechałem z powrotem do domu po raz pierwszy od trzech dni. Z zewnątrz wyglądał dokładnie tak samo. Ale wejście przez drzwi wejściowe sprawiło, że poczułem się, jakbym wchodził do obcego domu.
Wszystko przypominało mi Jolene. Kanapa, którą razem wybraliśmy. Stół w kuchni, przy którym jedliśmy śniadanie każdego ranka. Sypialnia, w której noc po nocy leżała obok mnie, planując moje morderstwo.
Detektyw Chen przedstawił mnie agentom, którzy mieli mnie pilnować. Agent Martinez miał udawać nowego sąsiada z naprzeciwka. Agent Thompson miał monitorować sytuację z furgonetki przebranej za ciężarówkę do naprawy kabli. A agent Walsh miał być moim cieniem, pozostając wystarczająco blisko, by interweniować w razie problemów, ale wystarczająco daleko, by uniknąć wykrycia.
„Prawdopodobnie będą cię obserwować przez kilka dni, zanim podejmą działania” – wyjaśnił detektyw Chen. „Będą chcieli się upewnić, że nie jesteś pod ochroną policji i że zachowujesz się normalnie. Kluczem jest zachowywanie się naturalnie”.
Zachowuj się naturalnie. Jakby cokolwiek w tej sytuacji było naturalne.
Tej pierwszej nocy po powrocie do domu prawie nie spałem. Każdy dźwięk na zewnątrz sprawiał, że sięgałem po przycisk paniki, który dał mi detektyw Chen.
Ale poranek nadszedł bez żadnych incydentów i zmusiłem się do wykonania zwykłej rutyny. Prysznic, kawa, sprawdzenie wiadomości, wyjście do pracy o 7:45.
W pracy próbowałam skupić się na pracy, ale moje myśli wciąż błądziły. Czy mnie obserwują? Czy planują kolejny ruch? Jak długo będę musiała tak żyć, wiedząc, że każdy dzień może być moim ostatnim?
Ale z upływem dni zaczęłam odczuwać coś, czego się nie spodziewałam.
Gniew.
Nie tylko strach, ale też paląca wściekłość z powodu tego, co mi zrobili i co zrobili innym mężczyznom, którzy nie mieli tyle szczęścia, żeby uciec.
Ukradli mi 5 lat życia. Sprawili, że zakochałem się w kłamstwie. Zaplanowali mnie zamordować i zarobić na mojej śmierci.
Chciałem, żeby ich złapano. Chciałem, żeby zapłacili za to, co zrobili.
I byłem gotów zaryzykować wszystko, żeby tak się stało.
Przez 5 dni nic się nie działo. Chodziłam do pracy, wracałam do domu, chodziłam na siłownię, trzymałam się planu, który Jolene tak starannie dokumentowała w swoich notatkach. Każdego ranka spodziewałam się, że zobaczę znajomą twarz obserwującą mnie z drugiej strony ulicy. Każdego wieczoru zastanawiałam się, czy dziś w nocy oni też się ruszą.
Czekanie było torturą.
Agent Martinez wprowadził się do domu naprzeciwko mojego, udając rozwiedzionego księgowego, który pracował zdalnie. Furgonetka agenta Thompsona do naprawy kabli stała się stałym elementem mojej ulicy, wyposażona w pomarańczowe pachołki i pozwolenie na pracę, które miało przetrwać nawet powierzchowną inspekcję. Agent Walsh zaś podążał za mną wszędzie, zawsze pozostając w ukryciu, ale wystarczająco blisko, by w razie potrzeby interweniować.
Szóstego dnia wszystko zaczęło się zmieniać.
Wychodziłem do pracy, kiedy zauważyłem nowy samochód zaparkowany trzy domy dalej od mojego, szarą limuzynę z przyciemnianymi szybami. Samochód zaprojektowany tak, by o nim zapomnieć.
Kiedy przejeżdżałem obok w drodze do biura, nie mogłem wyraźnie dostrzec kierowcy, ale coś w jego sylwetce wydało mi się znajome.
Kiedy dotarłem do pracy, zadzwoniłem do detektywa Chena.
„Na mojej ulicy stoi szary sedan” – powiedziałem jej. „Tablice rejestracyjne: Echo Delta 7492”.
Słyszałem, jak pisze na komputerze.
„Już działamy. Proszę zachować spokój, panie Hartwell. Jeśli to oni, jesteśmy gotowi”.
Ale nie byłem spokojny.
Po sześciu dniach nicości, nagłe pojawienie się obserwatorów wydawało się początkiem końca. Byli tutaj i wkrótce ten koszmar miał się skończyć, tak czy inaczej.
Kiedy wróciłam z pracy, szarego sedana już nie było, ale wiedziałam, że mnie obserwowali, uczyli się moich schematów na nowo, upewniali się, że nie jestem pod ochroną, planowali swoje podejście.
Tej nocy detektyw Chen zadzwonił, aby potwierdzić.
„Sedan jest zarejestrowany na firmę, która nie istnieje. Fałszywa rejestracja, fałszywe ubezpieczenie, prawdopodobnie kradzione tablice rejestracyjne. To oni.”
„Co się teraz stanie?”
„Czekamy, aż zrobią ruch. Nic dziś nie zrobią. Będą chcieli pana obserwować jeszcze przez co najmniej kilka dni, żeby upewnić się, że jest pan sam. Ale, panie Hartwell, kiedy już zaczną działać, zrobią to szybko. Nie mogą sobie pozwolić na to, żeby to się przeciągało”.
Tej nocy prawie nie spałem. A kiedy w końcu zasnąłem, śniło mi się polowanie, na które nigdy nie pojechałem. We śnie czyściłem karabin, kiedy nagle wystrzelił, a Marcus stał obok, kręcąc ze smutkiem głową, dzwoniąc pod numer 911, żeby zgłosić tragiczny wypadek. We śnie widziałem Jolene czekającą w samochodzie, już planującą, jak wydać pieniądze z mojego ubezpieczenia na życie.
Drugi dzień obserwacji był gorszy niż pierwszy. Szary sedan wrócił, tym razem z inną tablicą rejestracyjną, i zauważyłem, że podąża za mną do pracy w dyskretnej odległości. Kiedy po pracy poszedłem na siłownię, był tam na parkingu. Kiedy zatrzymałem się po zakupy, śledził mnie aż do sklepu.
Już nawet nie próbowali być subtelni. Chcieli, żebym wiedział, że mnie obserwują, chcieli, żebym czuł się przestraszony i odizolowany. To była wojna psychologiczna, mająca na celu wywołanie u mnie paniki i zrobienie czegoś głupiego.
Ale miałem przewagę, o której oni nie wiedzieli.
Za każdym razem, gdy zauważałem ich obserwację, naciskałem mały przycisk na moim breloku, który sygnalizował moją lokalizację agentom federalnym, którzy mnie obserwowali. Każda moja droga była obserwowana przez ludzi, którzy byli w tej grze o wiele lepsi niż Marcus i Jolene.
Trzeciego dnia schemat znów się zmienił.
Byłem w pracy, gdy moja sekretarka, Linda, zapukała do drzwi mojego biura.
„Panie Hartwell, przyszła do pana kobieta. Mówi, że jest pańską żoną.”
Krew mi zmroziła krew w żyłach.
„Jak ona wygląda?”
Linda wyglądała na zdziwioną pytaniem.
„Blond włosy, zielone oczy, bardzo ładna. Wydaje się być czymś zdenerwowana.”
Jolene. Była w moim miejscu pracy i podjęła ogromne ryzyko, pokazując się publicznie.
Albo była zdesperowana, albo było to częścią jakiegoś większego planu, którego jeszcze nie dostrzegałem.
„Powiedz jej, że zaraz wyjdę” – powiedziałem, po czym natychmiast nacisnąłem przycisk paniki, który dał mi detektyw Chen.
Szłam do holu na chwiejnych nogach, a serce waliło mi tak mocno, że byłam pewna, że wszyscy je słyszeli.
I oto stała tam, siedząc na jednym ze skórzanych foteli przy recepcji. Wyglądała dokładnie jak kobieta, w której zakochałem się 5 lat temu.
Ale teraz wiedziałem, czego szukać. Sposób, w jaki jej oczy nieustannie skanowały pokój, katalogując wyjścia i potencjalne zagrożenia. Sposób, w jaki jej torebka była ułożona, by mieć łatwy dostęp do tego, co w niej trzymała. Wykalkulowana jakość jej łez, zaprojektowana tak, by wywoływać maksymalne emocje.
„Edwin” – powiedziała, wstając, gdy podszedłem. „Dzięki Bogu. Tak bardzo się o ciebie martwiłam”.
Zachowałem dystans, zostałem przy recepcji, skąd Linda mogła wszystko widzieć i słyszeć.
„Czego chcesz, Jolene?”
„Chcę to wyjaśnić. Chcę to naprawić.”
Zrobiła krok w moją stronę, a ja zrobiłem krok w tył.
„Czy możemy porozmawiać prywatnie?”
„Nie. Wszystko, co masz do powiedzenia, możesz powiedzieć tutaj.”
Jej wyraz twarzy zmienił się i przez moment dostrzegłem frustrację pod maską zaniepokojenia.
„Edwin, nie rozumiesz, w co się wpakowałeś. Są w to zamieszani ludzie, którzy są bardzo niebezpieczni. Jeśli nie zaniechasz śledztwa, zrobią ci krzywdę”.
Prawie się roześmiałem z jej zuchwałości. Groziła mi, udając, że ostrzega mnie przed groźbami ze strony innych ludzi.
„Jacy ludzie?”
„Marcus nie jest tym, za kogo go uważasz. To nie tylko mój brat. Pracuje dla bardzo złych ludzi. A kiedy ta robota poszła nie tak, obwinili go. Teraz chcą posprzątać bałagan. I to dotyczy każdego, kto potrafi go zidentyfikować”.
To była sprytna historia. Gdybym nie widział dokumentów w naszej szafce, gdybym nie znał prawdy o ich działalności, pewnie bym w nią uwierzył.
Jolene nie była tylko ofiarą przestępstw popełnionych przez brata. Była zatroskaną żoną, która starała się chronić męża przed niebezpiecznymi przestępcami.
„Więc mówisz, że Marcus mi groził?”
„Mówię, że Marcus odpowiada przed ludźmi, którzy nie zostawiają niedokończonych spraw. A teraz, Edwin, jesteś bardzo niebezpiecznym niedokończonym tematem.”
Nadal próbowała mną manipulować. Nadal próbowała wmówić mi, że jest po mojej stronie, że możemy razem rozwiązać ten problem.
„Co mam zrobić?” – zapytałem.
„Zamknij śledztwo. Powiedz policji, że się pomyliłeś. Że to było nieporozumienie. Weź pieniądze, które ci jeszcze zostały, i zniknij na jakiś czas. Mogę ci pomóc zacząć od nowa w bezpiecznym miejscu”.
„A ty? Co się z tobą stanie w tym scenariuszu?”
„Ja też znikam. Oboje zaczynamy od nowa, osobno. To jedyny sposób, żeby zapewnić ci bezpieczeństwo”.
Wpatrywałem się w nią. W tę kobietę, która dzieliła ze mną łóżko przez pięć lat, planując moje morderstwo, i czułem tylko zimny wstręt.
„Wciąż mnie okłamujesz.”
Znów na sekundę jej maska się osunęła, a w jej oczach dostrzegłem wyrachowanie.
„Edwin, proszę. Wiem, że mi nie ufasz, ale próbuję uratować ci życie”.
„Dlaczego miałbym wierzyć w cokolwiek, co mówisz?”
„Ponieważ cię kocham.”
Słowa te brzmiały z całkowitą szczerością. I gdybym nie wiedział lepiej, mógłbym w nie uwierzyć.
„Wiem, jak to wygląda. Wiem, co twoim zdaniem się wydarzyło. Ale moje uczucia do ciebie zawsze były prawdziwe.”
To było najbardziej obraźliwe kłamstwo ze wszystkich. Miłość nie była grą, w którą gra się, planując czyjeś morderstwo. Miłość nie polegała na studiowaniu kogoś przez dwa lata, żeby móc skuteczniej ukraść mu życie.
„Wyjdź” – powiedziałem cicho.
„Edwin, proszę, posłuchaj mnie.”
„Wynoś się, albo wezwę ochronę.”
Na chwilę jej opanowanie całkowicie się załamało. Z roli zatroskanej żony zniknął, a ja dostrzegłem w nim zimnego profesjonalistę. Jej zielone oczy stały się beznamiętne i pozbawione emocji. Usta zacisnęły się w cienką linię frustracji.
„Popełniasz błąd” – powiedziała.
Tym razem w jej głosie nie było żadnych udawanych emocji.
„Bardzo niebezpieczny błąd”.
„Jedynym błędem jaki popełniłem było to, że ci zaufałem.”
Wpatrywała się we mnie przez dłuższą chwilę, po czym wzięła torebkę i ruszyła w stronę wyjścia. Przy drzwiach odwróciła się.
„Żegnaj, Edwinie. Mam nadzieję, że przetrwasz to, co cię czeka”.
Potem zniknęła na parkingu, gdzie, jak byłam pewna, czekał na nią Marcus.
Wróciłem do biura i natychmiast zadzwoniłem do detektywa Chena.
„Była tutaj” – powiedziałem. „Jolene przyszła do mojego biura”.
„Wiemy. Śledziliśmy ją od twojego domu. Jest teraz w niebieskiej Hondzie z Marcusem, jedzie na południe autostradą 61. Mamy jednostki, które ich śledzą.”
„Groziła mi. Nie wprost, ale dała mi jasno do zrozumienia, że jeśli nie porzucę śledztwa, stanie się coś złego”.
„To potwierdza nasze podejrzenia. Są coraz bardziej zdesperowani, co oznacza, że wkrótce ruszą do ataku, prawdopodobnie jeszcze dziś wieczorem”.
Ciężko usiadłem na fotelu w biurze, ponownie uświadamiając sobie realność sytuacji.
Dziś wieczorem.
Po 5 latach małżeństwa, po 2 latach systematycznych okradania, po odkryciu, że kobieta, którą kochałem, planowała moje morderstwo, wszystko miało się skończyć tej nocy.
„Co mam zrobić?”
„Idź do domu. Zachowuj się normalnie. Będziemy obserwować, a gdy tylko ruszą, ich zlikwidujemy”.
„A co jeśli coś pójdzie nie tak?”
Detektyw Chen przez chwilę milczał.
„Nic złego się nie stanie, panie Hartwell. Mamy to pod kontrolą.”
Ale wracając wieczorem do domu, nie mogłem pozbyć się wrażenia, że Jolene i Marcus mają jeszcze jedną kartę do rozegrania. Robili to od lat, zabili co najmniej trzech mężczyzn i za każdym razem unikali schwytania.
Nie zamierzali odejść po cichu.
Dom wydawał się inny, gdy wchodziłem przez drzwi wejściowe. Bardziej pusty, bardziej niebezpieczny. Każdy cień mógł kryć zagrożenie. Każdy dźwięk mógł oznaczać, że ktoś na mnie idzie.
Zrobiłem obiad i próbowałem coś zjeść, ale jedzenie smakowało jak tektura. Włączyłem telewizor i próbowałem obejrzeć wiadomości, ale nie mogłem skupić się na niczym innym poza oknami, drzwiami i sposobami, w jakie ktoś mógłby dostać się do mojego domu.
O godzinie 9:00 zadzwonił mój telefon.
Nieznany numer.
Cześć, Edwin.
Głos Marcusa, ale głębszy, niż pamiętałem. Bardziej groźny.
„Czy podobała ci się dzisiejsza rozmowa z moją siostrą?”
„Czego chcesz?”
„Chcę, żebyś coś zrozumiał. Byliśmy dla ciebie bardzo cierpliwi. Bardzo wyrozumiali. Ale ta cierpliwość ma swoje granice”.
„Nie boję się ciebie.”
Roześmiał się, ale nie było w tym śmiechu ani krzty humoru.
„Powinieneś. Czy wiesz, co stało się z Robertem Mansfieldem, Davidem Parkiem, Michaelem Torresem?”
Imiona poległych mężczyzn podziałały na mnie jak ciosy fizyczne.
„Zabiłeś ich.”
Zrobiliśmy, co trzeba. A jeśli nie przestaniesz ingerować w nasze interesy, zrobimy to samo z tobą.
„Policja słucha tego wezwania”.
„Nie, nie są. Używamy sprzętu, który uniemożliwia śledzenie. Ale Edwin, oto co się stanie. Wyjdziesz z domu dokładnie za 10 minut. Wsiądziesz do samochodu i pojedziesz pod adres, który zaraz ci wyślemy. Przyjedziesz sam i przyniesiesz ze sobą wszystkie dowody, jakie twoim zdaniem masz przeciwko nam”.
„A jeśli nie?”
„Wtedy przyjdziemy do ciebie. A kiedy to zrobimy, nie będzie to szybkie.”
Linia się urwała.
Kilka sekund później mój telefon zadzwonił i usłyszałem SMS-a z adresem, którego nie rozpoznałem.
Wpatrywałem się w telefon, a ręce mi się trzęsły. Chcieli się spotkać twarzą w twarz, żeby to raz na zawsze zakończyć.
Ale nie wiedzieli o agentach federalnych obserwujących mój dom. Nie wiedzieli, że każdy ich ruch jest monitorowany.
Nacisnąłem przycisk paniki i czekałem, aż zadzwoni telefon.
„Panie Hartwell” – głos detektywa Chena. „Chcą się spotkać dziś wieczorem”.
„Wyślą mi adres SMS-em”.
„Słyszeliśmy. Monitorujemy cały ruch komórkowy w pana okolicy. Proszę nie jechać pod ten adres, panie Hartwell. To pułapka.”
„A co jeśli oni przyjdą tutaj?”
„Wtedy będziemy na nich gotowi. Uwierz mi, to już prawie koniec”.
Rozłączyłem się i siedziałem w salonie, czekając. W domu panowała całkowita cisza, słychać było jedynie bicie mojego serca w uszach.
O 9:47, dokładnie 10 minut po telefonie Marcusa, usłyszałem dźwięk, który zmroził mi krew w żyłach.
Ktoś próbował wyłamać zamek w moich drzwiach wejściowych.
Ciche drapanie przy moich drzwiach wejściowych było prawie niesłyszalne. Ale w ciszy mojego domu równie dobrze mógłby to być alarm przeciwpożarowy.
Trzykrotnie w krótkich odstępach czasu nacisnąłem przycisk paniki. Był to sygnał, którego według wskazówek detektywa Chena miałem użyć, gdyby faktycznie byli w moim domu.
Skradałem się do kuchni, trzymając się nisko i unikając okien. Agenci obserwujący mój dom mieli się już rozmieścić, ale nie miałem pojęcia, ile czasu im to zajmie ani czy zdążą, zanim Marcus i Jolene skończą otwierać zamek.
Drapanie na chwilę ustało.
Zapadła kompletna cisza.
Wtedy usłyszałem ciche kliknięcie otwieranych drzwi wejściowych.
Chwyciłem nóż kuchenny leżący na blacie. Ręce trzęsły mi się tak bardzo, że prawie go upuściłem.
Przez okno w kuchni widziałem dom agenta Martineza po drugiej stronie ulicy, ale nie było widać żadnego ruchu.
Gdzie oni byli?
„Edwin?”
Głos Jolene, cicho wołający z przedniego korytarza.
„Wiemy, że tu jesteś. Chcemy tylko porozmawiać.”
Siedziałam cicho, przyciśnięta do ściany kuchni, żeby nie było mnie widać z korytarza.
„To nie musi się źle skończyć” – kontynuowała. Słyszałem jej kroki powoli poruszające się po moim domu. „Możemy coś wymyślić. Wszyscy możemy z tego wyjść”.
Więcej kroków, cięższych.
Marcus był z nią, przechadzając się po moim salonie. Słyszałam, jak sprawdza szafy, zagląda pod kanapę, systematycznie mnie szuka.
„Edwin.”
Tym razem to był głos Marcusa, i był bliżej. Znacznie bliżej.
„Znaleźliśmy twój przycisk paniki na stoliku kawowym. Bardzo miło z twojej strony, że zostawiłeś go tam, gdzie mogliśmy go zobaczyć.”
Serce mi zamarło. Tak bardzo uważałam, żeby mieć przy sobie przycisk paniki, ale ze strachu musiałam go odłożyć, kiedy poszłam po nóż.
Wiedzieli, że prosiłem o pomoc.
„Policja nie przyjdzie” – powiedziała Jolene. A teraz brzmiała niemal smutno. „Przechwyciliśmy ich korespondencję, powiedzieliśmy im, że zmieniłeś zdanie i chcesz to załatwić prywatnie. Nie monitorują już twojego domu”.
To nie mogło być prawdą, prawda? Detektyw Chen obiecał, że będą obserwować, że są gotowi ruszyć w momencie pojawienia się Marcusa i Jolene, ale nie słyszałem żadnych syren, nie widziałem żadnego ruchu ze strony ekipy obserwacyjnej.
„Kłamiesz!” – krzyknęłam, mając nadzieję, że mój głos zabrzmi pewniej, niż czułam.
„Czy tak?”