A co, gdyby zdrada partnera wynikała nie tyle z pożądania drugiej osoby, co z próby odnalezienia siebie? Ekspert od związków rzuca światło na głębokie, często pomijane motywacje, które mogą prowadzić do niewierności.
Dynamika wykraczająca poza prostą parę

Zdrada często kojarzy się z zanikiem miłości. To błędne przekonanie obala znana psychoterapeutka Esther Perel, opierając się na swoim bogatym doświadczeniu w pracy z wieloma parami. Dla niej akt zdrady często oznacza nie ucieczkę od drugiej osoby, lecz porzucenie pewnego aspektu własnej tożsamości .
Związek może nadal istnieć, ale jednostka nie czuje już tej wewnętrznej iskry, która sprawia, że czuje się pożądana i w pełni żywa. Romans pozamałżeński jawi się wówczas jako krok – z pewnością ryzykowny, ale głęboko ludzki – ku odbudowaniu utraconej tożsamości.
Zużycie i zniszczenie codziennego życia, subtelna trucizna

Esther Perel opisuje ten proces jako stopniową erozję indywidualności . Uczucie jest obecne, ale stłumione przez rutynę. Tygodnie mijają monotonnie. Rozmowy krążą wokół pytań: „Kto odbiera dzieci?” lub „Co na obiad?”. Intymność staje się automatyczna, a romantyczny płomień gaśnie w obliczu wyzwań codziennego życia .
W tym kontekście osoba nie czuje się zaniedbana przez partnera… ale raczej niewidzialna dla siebie . Ta sytuacja niekoniecznie oznacza obwinianie drugiej osoby. To podstępna spirala, która może dotknąć wiele par, nie zawsze zdając sobie z tego sprawę.