Poczułam, jak powietrze w domu się zmienia. Jakby ściany, które tak długo mnie trzymały, zaczynały tracić nade mną kontrolę. Ojciec stał z otwartymi ustami, nie mogąc pojąć, jak „odpowiedzialna dziewczyna” śmiała zerwać łańcuchy.
Wszłam do pokoju, a Andriej i Irina pospiesznie składali ubrania, upychając je do plecaków. W ich oczach nie było już strachu, ale iskra, jakby nagle zrozumieli, że wolność jest rzeczywiście możliwa.
Zabrałam kilka najpotrzebniejszych rzeczy i nie oglądając się za siebie, wyszłam z domu. Na ganku jesienny chłód uderzył mnie w policzki, ale był to przyjemny, wyzwalający chłód. Poczułam, jakbym po raz pierwszy od dawna oddychała.