…i powiedziałam ze spokojnym uśmiechem, którego już u siebie nie rozpoznawałam:
„Doskonale. W takim razie cieszę się, że podpisałam dziś dokumenty mojej nowej firmy. I wiesz co? Wszystko, co odłożysz… nie ma już znaczenia. Bo nie dostaniesz ode mnie ani jednego leja. Co więcej… rozmawiałam już z prawnikiem”.
Przez chwilę w restauracji zapadła cisza tak głośna, że słychać było upadek szpilki. Kelnerka, która niosła menu, zatrzymała się w pół kroku. Daniel zamrugał szybko, jakby próbował przetworzyć to, co właśnie usłyszał.
„Co masz na myśli… prawnik?” zapytał nagle ochrypłym głosem.
Odstawiłam szklankę w milczeniu, które przeraziło go bardziej niż sama wiadomość.