— Moja mama też umarła, kiedy byłam mała. Ja też długo milczałam. Myślałam, że jeśli się odezwę, ból będzie jeszcze większy.
Oczy dziecka napełniły się łzami.
— Ale twoja mama nie odeszła całkowicie — powiedziała Maria, dotykając jej piersi. — Jest tutaj. Dopóki nosisz ją w sercu, ona cię słyszy.
Po pokoju przeszedł szmer.
Beniamin otworzył usta. Najpierw tylko stłumiony dźwięk.
Potem, prawie niezauważalnie:
— Mamo…
Szklanka wyślizgnęła się z ręki Iuliana i roztrzaskała o podłogę.
— Mamo… Tęsknię za tobą… — kontynuowało dziecko, a jego głos się załamał.
Iulian padł przed nim na kolana, płacząc, nie przejmując się nikim.
Goście stali nieruchomo. Niektórzy płakali. Inni żegnali się.
Dla Iuliana świat stanął w miejscu. Znów słyszał głos syna. Głos życia.
Następne dni były mieszaniną łez, nadziei i uzdrowienia. Beniamin zaczął mówić coraz więcej. Powoli, z pauzami, ale mówił.
Maria o nic nie prosiła.
Kiedy Iulian zapytał ją, dlaczego jej się udało, kobieta wzruszyła ramionami.