Jego oczy nerwowo biegały.
— Dlaczego nie przelałaś pieniędzy na wspólne konto?! — wrzasnął na całe gardło.
— Jutro rano mam automatyczne pobranie za kredyt samochodowy!
A tam jest totalne zero!
Nie mogę zapłacić bankowi!
— A co mnie to obchodzi? — Alisa oparła się ramieniem o framugę drzwi.
— Przecież jasno się umówiliśmy.
Ja swoje rachunki już dawno opłaciłam.
Telefon, internet za pół miesiąca, dojazdy.
Dalej działaj sam.
Przecież jesteś wielkim żywicielem.
W tej samej chwili telefon Denisa nagle zawibrował.
Na ekranie jasnymi literami wyświetliło się „Mamusia”.
Mąż nerwowo odebrał połączenie i ze zdenerwowania włączył głośnik.
— Deniseczku, synku, dzień dobry, — rozległ się wymagający głos Galiny Iwanowny.
— Pilnie potrzebuję pieniędzy na importowane witaminy na stawy.
I jeszcze upatrzyłam sobie wyjazd do ośrodka wypoczynkowego.
Przelej mi teraz jakieś trzydzieści tysięcy z waszego wspólnego konta.
Denis ciężko przełknął ślinę.
Spojrzał na Alisę zaszczutym wzrokiem, rozumiejąc beznadziejność swojego położenia.
— Mamo… tam nie ma żadnych pieniędzy.
Alisa nic tam nie wpłaciła.
Jestem kompletnie pusty.
Nie mam nawet dość na ratę kredytu.
— Jak to nie ma pieniędzy?! — szczerze oburzyła się teściowa po drugiej stronie słuchawki.
— Szybko ją do tego zmusz!
Niech natychmiast odda swoją pensję rodzinie!
Mieszka w moim prywatnym mieszkaniu, więc ma obowiązek płacić za ten komfort!
— Pani mieszkanie, Galino Iwanowno, niech panią i utrzymuje, — powiedziała Alisa głośno i wyraźnie, podchodząc bliżej telefonu.
— A ja nie mam już zamiaru sponsorować pani wakacji i ogromnych długów pani ukochanego syna.
Denis próbował wyrwać telefon albo coś odpowiedzieć, ale Alisa powstrzymała go pewnym gestem.
Wyniosła do przedpokoju swoją spakowaną walizkę.
— Dokąd ty się wybierasz z rzeczami? — Denis natychmiast stracił całą swoją dawną butę.
Wpadł w prawdziwą, nieudawaną panikę.
— A co ze mną?
Jutro zaczną do mnie dzwonić windykatorzy!
Za co mam żyć?
— Zwróć się po pomoc do mamy, — uśmiechnęła się Alisa.
— Przecież to taka mądra kobieta, rozdaje takie trafne rady.
A ja kupiłam sobie własną kawalerkę.
Na szczęście przed ślubem podpisaliśmy intercyzę o rozdzielności majątkowej — wtedy byłeś zakochany i zgadzałeś się na wszystko.
Teraz ten papier stał się moją tarczą.