Nie mogłem zrozumieć, jak się tam znalazł. Może wspiął się po przewodach? A może ktoś przypadkowo przewiózł go samochodem, a wąż wyszedł, gdy pojazd się zatrzymał? Myśli przelatywały mi przez głowę, ale żadna nie wydawała się prawdopodobna.
Kierowcy wokół też zaczęli zauważać coś dziwnego. Ktoś wyciągnął telefon i zaczął nagrywać, inni trąbili, a jeden mężczyzna wysiadł z samochodu, aby przyjrzeć się bliżej. W międzyczasie wąż wisiał spokojnie, jakby czuł się tam dobrze.
Później dowiedziałem się z wiadomości, że był to pyton — prawdopodobnie uciekł z czyjegoś prywatnego domu. Ratownicy potrzebowali prawie godziny, aby go zdjąć.
I wciąż pamiętam ten moment: stoisz na światłach, myślisz o swoich sprawach, a nad tobą, dosłownie kilka metrów wyżej, owija się ogromny wąż. I nagle uświadamiasz sobie — nawet na najzwyklejszej drodze do domu może czaić się coś niespodziewanego.

