— Bogdan… — wyszeptała.
— Od jutra — kontynuowałam — wszystkie twoje świadczenia zostają zawieszone. Dostęp do firmy — cofnięty. Samochód — zwrócony. Pensja — wstrzymana.
Bogdan nagle wstał.
— Nie możesz tego zrobić!
— Mogę. I właśnie to zrobiłam.
Parasziwa zaczęła drżeć.
— Córko, porozmawiajmy…
— Miałaś osiem lat, żeby ze mną rozmawiać — powiedziałam cicho. Wybrałaś coś innego.
Wzięłam dzieci za ręce.
— Dom — dodałam — nie jest na Bogdana. Kupiono go za moje pieniądze. Macie dwie godziny, żeby się z niego wyprowadzić.
Nikt nic więcej nie powiedział.