Poczułam, jak cisza opada na stół niczym ciężki koc. Muzyka nagle ucichła. Ktoś upuścił szklankę. Wszystkie oczy zwrócone były na mnie.
Bogdan zmarszczył brwi, przekonany, że zaraz się rozpłaczę albo zrobię scenę. Parasziwa skrycie powstrzymywała uśmiech, gotowa znów mnie uciszyć.
Wzięłam głęboki oddech.
— Chcę ci tylko podziękować — powiedziałam spokojnie.
Spojrzeli na siebie zdziwieni.
— Przez osiem lat pokazywałaś mi, kim jesteś. Dziś zrobiłaś mi największe dobro.
Paraschiva prychnęła pogardliwie.
— No dalej, Raluca, przestań dramatyzować. Zabierz dzieci i idź dalej.
Skinęłam głową.
— Tak właśnie zrobię. Ale najpierw… Myślę, że słusznie, że coś wiesz.
Wyjęłam z torby cienką teczkę. Położyłam ją na stole obok talerza z ciasteczkami.
— Firma, dla której pracujesz, Bogdanie. Ten, który wypłaca ci pensję, premie, samochód w leasingu i wakacje w Grecji… jest mój.
Zaśmiał się. Krótki, nerwowy śmiech.
— Jesteś śmieszna.
Otworzyłam teczkę. Umowy. Dokumenty. Pieczątki. Wszystko jasne.
— Ionescu Systems. Jestem założycielką i właścicielką. Od czternastu lat.
Cisza się pogłębiała. Lenuta zbladła i położyła rękę na brzuchu.