„Nie powinieneś był tego robić, Bradley” – powiedziałem klinicznie obojętnym tonem. Wyciągnąłem z kieszeni na piersi zaszyfrowany telefon satelitarny. „Zamierzałem pozwolić ci zachować kontrakt”.
Uśmieszek na twarzy Bradleya zgasł na ułamek sekundy, zanim znów ożył. „Kontrakt? O czym ty mówisz, psycholu? O ogrodzeniu?”
Nie odpowiedziałem. Nie musiałem. Mężczyzna stojący na ganku myślał, że jestem tylko wypalonym sierżantem, który próbuje wrócić do cywila. Nie miał pojęcia, że moje ostatnie cztery lata nie upłynęły na wyważaniu drzwi w piaskownicy. Spędziłem je w podziemnych, pozbawionych okien pomieszczeniach Pentagonu. Byłem starszym łącznikiem w inicjatywie Departamentu Obrony „Przyszłe Systemy Bojowe”. Byłem pomostem między operatorami, którzy krwawili w terenie, a technologią, która utrzymywała ich przy życiu.
Całkowicie ominąłem sieć komercyjną, wciskając trzycyfrowy kod szybkiego wybierania, który przekierowywał połączenie przez bezpieczne łącze satelitarne. Połączenie kliknęło dwa razy, zanim odezwał się szorstki głos.
„Vance”.
„Generale Vance, tu Sterling” – powiedziałem, nie spuszczając wzroku z brata.
„Jaxson. Miło słyszeć twój głos, synu. Jesteś na miejscu?