„Znam kogoś. Daj mi dwie godziny.”
Rozłączyłem się i spojrzałem na Roberta.
„Dziś poprosisz Vanessę, żeby zrobiła badanie krwi w prawdziwej klinice”.
„Ona tego nie zrobi”.
„W takim razie masz już odpowiedź.”
Śledcza nazywała się Nicole Chen.
Spotkaliśmy się o czwartej po południu w Labcorp w Yonkers.
Robert zadzwonił do Vanessy i powiedział jej, że potrzebują badania krwi do celów ubezpieczeniowych na nowe mieszkanie, które rzekomo miałem im pomóc zdobyć. Albo w to uwierzyła, albo była na tyle pewna siebie, by sądzić, że uda jej się blefować.
Vanessa spóźniła się dwadzieścia minut w spodniach do jogi i za dużych okularach przeciwsłonecznych. Nie zwróciła na mnie uwagi. Podeszła prosto do Roberta i pocałowała go w policzek.
„To śmieszne” – powiedziała. „Już ci pokazywałam ten test”.
„To tylko formalność, kochanie” – powiedział Robert. „Dla właściciela”.
Westchnęła teatralnie. „Dobra. Skończmy z tym”.
Nicole podała jej dokumenty. Vanessa je wypełniła, zakasała rękaw i nawet nie drgnęła, gdy igła weszła. Obserwowałem ją przez cały czas. Uśmiechnęła się do flebotomisty i zaczęła pogawędkę o pogodzie.
Była dobra. To jej muszę przyznać.
„Wyniki będą widoczne w ciągu czterdziestu ośmiu godzin” – powiedziała Nicole.
Złapaliśmy ich w dwadzieścia cztery.
Nicole zadzwoniła do mnie piątego lipca w południe.
„Ona nie jest w ciąży. Nigdy nie była. Poziom hCG wynosi zero.”
Zamknąłem oczy.
„Wyślij raport na mój adres e-mail. I na adres Roberta.”
„Już zrobione.”
Rozłączyłem się i czekałem.
Robert zadzwonił trzydzieści minut później. Płakał.
„Kłamała. Kłamała na każdy temat”.
"Ja wiem."
„Skonfrontowałam się z nią. Powiedziała, że to poronienie. Że stało się to wczoraj i że nie chce mi powiedzieć, bo jestem już zestresowana”.
„Robert, raport mówi, że nigdy nie była w ciąży. Ani dwa miesiące temu. Ani wczoraj. Ani nigdy.”
"Ja wiem."
Potem się załamał. Rozpłakał się. Tak, jakby się dusił.
„Wybrałem ją zamiast ciebie. Pozwoliłem jej cię zniszczyć. A ona kłamała przez cały czas”.
Nie powiedziałem, że ci to powiedziałem.
Nic nie powiedziałem.
Właśnie słuchałem, jak mój syn się rozpada.
W końcu wyszeptał: „Co mam zrobić?”
„Zostaw ją.”
„Nie mogę po prostu…”
„Tak, możesz. Pan Brennan ma już gotowe papiery rozwodowe. Podpisz je dzisiaj. Zerwij całkowicie. Zapłacę za prawnika. Nic jej nie jesteś winien.”
„Mamo, nie mam dokąd pójść.”
„Tak, masz. Willow Street 429. Dom, który kupiłem. Jest twój. Wprowadzasz się jutro.”
Cisza.
„Dlaczego to robisz?”
Myślałem o listach Daniela. O życiu, które chciał mi dać. O drugich szansach, których nie zawsze dostajemy.
„Bo nadal jesteś moim synem” – powiedziałem. „I bo kochałem cię, zanim pokochałem kogokolwiek innego na tym świecie. Ale Robercie, to ostatni raz. Wybierz ją ponownie, odejdź z tego domu, okłam mnie jeszcze raz i koniec. Rozumiesz?”
"Tak."
„Powiedz mi to samo.”
„To już ostatni raz.”
„Dobrze. A teraz idź spakować swoje rzeczy. Nie mów Vanessie, dokąd idziesz. Po prostu odejdź.”
Tej nocy po raz pierwszy siedziałam w apartamencie bez płaczu.
Zabrałem ze sobą śpiwór, poduszkę i chińskie jedzenie na wynos. Jadłem na podłodze w salonie, podczas gdy światła miasta migotały, a słońce zachodziło nad Central Parkiem.
Mój telefon zawibrował.
Wiadomość od Lindy.
Vanessa do mnie zadzwoniła. Powiedziała, że zniszczyłeś jej małżeństwo. Powiedziała, że ukrywasz pieniądze i że zamierza cię pozwać. Co się dzieje?
Zablokowałem jej numer.
Potem wyciągnąłem szmaragdowy pierścionek, pierścionek mojej matki, ten, o który prosiła Vanessa, i zrobiłem mu zdjęcie.
Wgrałem zdjęcie na stronę aukcyjną Christie's w kategorii biżuteria z odzysku.
Szacunkowa wartość: 8500 USD.
Dochód zostanie przeznaczony na Fundusz stypendialny dla pielęgniarek szpitala Saint Vincent's.
Kliknąłem „Wyślij”.
Następnie wysłałem Vanessie link do ogłoszenia.
Żadnej wiadomości. Tylko link.
Trzy minuty później zadzwonił mój telefon.
Nieznany numer.
Pozwoliłem, aby odezwała się poczta głosowa.
Myślisz, że jesteś taki mądry. Robert do mnie wróci. Zobaczysz. Zawsze tak robi. A kiedy to robi, zabieram mu wszystko.
Usunąłem pocztę głosową zanim skończyła.
Robert wprowadził się do domu na Willow Street 6 lipca.
Pomogłem mu się rozpakować. Trzy walizki, pudło książek, laptop. Wszystko inne, co posiadał, nadal było w Ashford.
„Zmieniła zamki” – powiedział mi, siadając na podłodze w pustym salonie. „Wróciłem po ubrania, a ona już je zmieniła. Wysłała mi SMS-a z listą żądań. Pięćdziesiąt tysięcy w ramach ugody rozwodowej albo będzie to ciągnąć latami”.
Podałem mu butelkę wody.
„Niech spróbuje. Pan Brennan twierdzi, że nie ma sprawy. Byliście małżeństwem przez osiem lat, nie mieliście dzieci, nie mieliście wspólnego majątku poza długiem na karcie kredytowej. Dostanie połowę z niczego”.
„Ona zamierza zrobić z tego piekło”.