Mam umówioną wizytę u prawnika w przyszłym tygodniu. Beata znalazła kogoś, kto zajmuje się takimi sprawami — pożyczki bez umowy, dowody z przelewów, SMS-y. Podobno da się coś zrobić. Może nie wszystko odzyskać od razu, może nie bez stresu, ale da się.
Wieśka biega dalej. Widzę ją prawie codziennie. Ten sam rytm, ta sama trasa, ta sama pewność. A kartka z wyceną okien wisi na lodówce już ponad rok. Kwota pewnie dawno przestała być aktualna.
Czasem myślę, że nie chodzi już o te piętnaście tysięcy. Chodzi o jedno zdanie:
„Nie wypada liczyć się z rodziną”.
Bo ono działa tylko w jedną stronę. Kiedy Wieśka potrzebowała pieniędzy — rodzina była najważniejsza. Kiedy ja poprosiłam o zwrot — nagle liczyć się nie wypada.
I wiem jedno. Okna w końcu wymienię. Może później. Może drożej. Ale zrobię to.
A to, co pękło tamtego poranka na chodniku pod blokiem, zostanie takie już na zawsze. Tego nie uszczelni żadna taśma. Tego nie naprawi żaden montażysta.