Ona nawet nie podniosła wzroku.
Jedynym dźwiękiem dochodzącym z boku był miarowy odgłos metalu, gdy zamek zamkowy wsuwał się z powrotem na miejsce.
Karabin zmontował się sam, niczym idealnie zsynchronizowana maszyna.
Promienie słońca na krótko migotały na delikatnych bliznach na jej kostkach palców.
I po raz pierwszy grupa zamilkła.
Jego milczenie sprawiło, że ich słowa wydały się nic nie znaczące.
Ich ubezpieczenie jest bardziej niestabilne.
Napięcie w powietrzu uległo zmianie, subtelnie, ale wyczuwalnie.
Jak moment przed burzą, gdy wiatr nagle przestaje wiać na trybunach.
Sierżant sztabowy Thomas Thorne obserwował.
Jego wzrok podążał za sposobem, w jaki trzymała broń.
Łokcie napięte, ciało ustawione instynktownie, a nie zgodnie z instrukcją.
Coś w jego postawie nie pasowało do odznaki na mundurze.
Im dłużej się temu przyglądał, tym bardziej hałas kadetów cichł w tłumie jego myśli.
Dreszcz przebiegł mu po plecach, uświadomił sobie to dzięki wieloletnim doświadczeniom.
Widział już wcześniej podobny rodzaj skupienia, ale nigdy u kogoś tak doświadczonego.
Gdy popołudniowe słońce zaczęło zachodzić, zdał sobie sprawę, że ona nie była po prostu inna.
Była niebezpieczna w sposób, którego inni jeszcze nie rozumieli…