Publicité

— Rodia, czuję się naprawdę źle… — Galia, ledwo wchodząc do pokoju sanatoryjnego, chwyciła się za brzuch.

Publicité

Wyszła, ale nie skierowała się w stronę jadalni, tylko do pokoju 305.

Zapukała.

— Rodion, wejdź! — rozległ się głos.

„Dziś to ja przyjdę na jej miejsce” – powiedziała spokojnie Galia, wchodząc.

Elvira marszczy brwi.

- Kim jesteś?

— Jestem jego żoną.

— Powiedział mi, że jest wdowcem… — powiedziała druga kobieta, zmieszana.

— Tymczasem ja chorowałem w swoim pokoju.

— Co za drań… — szepnęła Elvira.

— Nie wiedziałem.

Szybko doszli do porozumienia.

„A co jeśli zorganizujemy dla niego kolację pożegnalną na jego koszt?” – zaproponowała Galia.

- Z przyjemnością!

Zamówili drogie dania, desery, napoje — maksimum.

Potem nawet zrobili sobie wspólne zdjęcie.

— Wyjdź stąd — rzekła Galia.

— Ja też jutro wyjeżdżam.

Następnego ranka dyskretnie zebrała swoje rzeczy i odeszła.

Rodion obudził się — jego żony już nie było.

Pobiegł do domu Elviry — i tam również było pusto.

I wtedy otrzymał wiadomość: wspólne zdjęcie Galii i Elviry z podpisem:

„Niespodzianka dla wolnego człowieka”.

Potem przynieśli mu rachunek z restauracji.

Suma była imponująca.

— I to z rabatem — oznajmił radośnie kelner.

W domu czekała go ostatnia niespodzianka: wniosek o rozwód.

Galia podjęła już wszystkie decyzje – podział majątku, oddzielne mieszkania.

Czasami jeden błąd może zniszczyć wszystko, na co pracowaliśmy latami.

A cena, jaką trzeba za to zapłacić, okazuje się o wiele wyższa, niż się początkowo wydawało.

Publicité