W noc przed ślubem zdałam sobie sprawę, że kobiety w sąsiednim pokoju hotelowym nie były moimi przyjaciółkami.
Było tuż po północy w zabytkowym hotelu Lakeview w Newport w stanie Rhode Island, gdzie wraz z druhnami zarezerwowałyśmy kilka pokoi na ślub. Nie mogłam spać. Moja suknia ślubna wisiała w białym pokrowcu na ubrania, kartki z życzeniami leżały równo ułożone na stoliku nocnym, a co kilka minut sprawdzałam telefon, żeby przeczytać najnowszą wiadomość od mojego narzeczonego, Ethana: „Do zobaczenia jutro przy ołtarzu, moja piękna przyjaciółko”.
Właśnie zgasiłam światło, gdy przez ścianę wybuchnął śmiech.
Na początku udawałam, że nic się nie stało. Potem usłyszałam bardzo wyraźnie głos mojej narzeczonej, Vanessy.
„Wylej wino na jej suknię, wyrzuć pierścionki, cokolwiek” – powiedziała. „Ona na to nie zasługuje”. „
Inny głos – Kendry, jednej z moich druhen z college'u – zadrwił: „Jesteś zła”.
Vanessa się roześmiała. „Pracuję z nim od miesięcy”.
Dreszcz przeszedł mnie po plecach.
Są chwile, kiedy mózg odmawia przetworzenia tego, co właśnie usłyszały uszy. Zamarłam na skraju łóżka, przekonana, że źle zrozumiałam, dopóki inna druhna nie zapytała: „Naprawdę myślisz, że on by się z tobą ożenił?”.
Vanessa bez wahania odpowiedziała: „Prawie to zrobił. Mężczyźni tacy jak Ethan nie żenią się z dziewczynami takimi jak Olivia, jeśli nie chcą poważnego związku. Ja tylko próbuję naprawić jego błąd”.
Zakryłam usta dłonią.
Olivia. Ja.