Część 2 — Telefon, który zmienił zasady
Lucia obudziła się w tanim motelu, a jej telefon wibrował na stoliku nocnym.
Nieznany numer.
„Pani Lucia Vega Monroe?” – zapytał profesjonalny głos. „Nazywam się Carlos Mendoza. Byłem osobistym prawnikiem doktora Edwarda Monroe’a. Potrzebuję, żeby pani zjawiła się w moim biurze za godzinę.”
Lucia usiadła, serce waliło jej w piersi.
„I proszę,” dodał Mendoza, „nie podpisuj niczego, co poda pani rodzina Monroe’ów.”
Godzinę później weszła do szklano-marmurowego wieżowca w centrum miasta — w prostych ubraniach, z ciemnymi workami pod oczami, z żalem ciężkim na barkach.
I poczuła zimno w żołądku.
Margaret Monroe i Richard już tam byli, siedzieli jakby byli właścicielami pokoju, otoczeni prawnikami.
Usta Richarda wykrzywiły się w uśmiechu, gdy zobaczył Lucię.

— Co ona tu robi? — parsknął. — Już się nią zajęliśmy. Wzięła swoje odszkodowanie.
Mendoza nie mrugnął. — Proszę usiąść, panie Monroe. Testament doktora Monroe’a nie może być odczytany bez obecności jego żony.
Twarz Margaret się napięła. — Mój syn nie zostawiłby jej niczego ważnego. Była kaprysem.
Mendoza zerwał pieczęć z grubego dokumentu.
— Ja, Edward Monroe, w pełni władz umysłowych…
Pierwsze paragrafy były drobne: pamiątki sentymentalne, drobne zapisy. Pewność Margaret wróciła jak płaszcz, który włożyła z powrotem.
Potem ton Mendozy zmienił się.
— Odnośnie domu, w którym mieszkałem z moją żoną… oświadczam, że nieruchomość ta została zakupiona z moich osobistych środków i jest zarejestrowana wyłącznie na moje nazwisko. Dlatego przekazuję pełną własność domu i jego zawartości mojej żonie, Lucii Vege.
Krzyk Margaret uderzył w ściany.
— KŁAMSTWO! Ten dom należy do rodziny!
— Dokumenty mówią co innego — odpowiedział Mendoza spokojnie. — I to nie wszystko.
Richard wstał, twarz mu się zaczerwieniła. — Będę się odwoływał — manipulowała nim!
Ton Mendozy stał się ostry. — Usiądź, Richard. Jeszcze nie skończyłem.
Część 3 — Patent, o którym nikt nie wiedział
Mendoza przewrócił kolejną stronę.
— Odnośnie mojej pracy badawczej: przez ostatnie pięć lat opracowałem wspólnie z dr. Ramirezem medyczny patent na polimer do konserwacji organów…
Atmosfera w pokoju zmieniła się.