Publicité

„Zostaw natychmiast klucze do mojego mieszkania – i nie chcę tu po tobie śladu!” – Lera ostro powiedziała do swojej szwagierki.

Publicité

Kiedy dziewczyny w końcu wyszły, Lera weszła do kuchni i zamarła. Brudne kubki. Rozlana kawa. Okruchy wszędzie. I… jej szminka zniknęła. Ta droga – prezent od Maksima. Później zauważyła, że ​​brakuje jej czegoś więcej: perfum, jedwabnego apaszki. A toaletka wyglądała, jakby przeszło w nią tornado.
„Max” – powiedziała wieczorem, kiedy wrócił do domu – „musimy porozmawiać o twojej siostrze”.
„Znowu?” Maksim zdjął marynarkę i postawił czajnik. „Co się stało?”
„Moje rzeczy ciągle znikają. Szminka, perfumy, apaszka”.
„Może gdzieś je położyłaś i zapomniałaś”.
„Nie zapominam, gdzie położyłam swoje rzeczy” – powiedziała spokojnie Lera. „Zabiera je bez pytania”.
Maksim zamilkł.
„Ler… to Kira. Nie ma nic złego na myśli”.
„Nieważne, czy ma coś złego na myśli, czy nie! Nie ma prawa!”
„Słuchaj, czasami pozwalasz jej pożyczać rzeczy. Może uznała, że ​​to w porządku”.
„Pożyczam jej coś raz w miesiącu – nie co tydzień!”
„Boże…” Maksim potarł skronie. „Po prostu daj jej tę szminkę. Masz jej mnóstwo”.
Lera spojrzała na męża i zdała sobie sprawę, że naprawdę jej nie rozumie. Nie dlatego, że mu nie zależy – bo nie potrafi dostrzegać granic.
Nie odpowiedziała.
Szkatułka na biżuterię babci stała na komodzie w sypialni: ciemne drewno, inkrustacja z masy perłowej, delikatny wzór z drobnych listków. W środku były stare przedmioty – nie drogie, ale dla niej bezcenne. Srebrne kolczyki, broszka z bursztynem, pierścionek z ciemnym kamieniem. Babcia Zofia Markowna mawiała: „Chroń to, Leročko. To nie złoto. To historia”.
I Lera rzeczywiście to chroniła. Co tydzień otwierała go, wycierała aksamitną podszewkę i delikatnie przeglądała pierścionki.
W piątek po południu Kira napisała SMS-a:
Ler, wpadnę po tę bluzkę – tę białą. Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko?
Lerra była w biurze i nie zdążyła odpisać. Wróciła późno do domu – wszystko wydawało się w porządku.
Ale w poniedziałek wieczorem, kiedy weszła do sypialni, serce jej zamarło.
Pudełko zniknęło.
„Max!” krzyknęła. „Max, chodź tu!”
Wyszedł z łazienki w ręczniku, wyglądając na zdezorientowanego.
„Co się stało?”
„Pudełko! Zniknęło!”
„Jakie pudełko?”
„Mojej babci. Było na komodzie.”
„Może je przeniosłeś.”
„Nie. Nie ruszałam go!”
Przeprowadzili pokój do góry nogami. Pod łóżkiem, w szafach, na półkach – nic.
Lera poczuła gęsią skórkę.
„Kto jeszcze ma klucze do tego mieszkania?” zapytała cicho.
Maksim zawahał się.
„Kira.”
„Kira” – powtórzyła Lera. – „Więc to ona tu wchodziła.”
„Czekaj, Lera, skaczesz do… ona by nie chciała. To po prostu…”
„Co takiego? Kradzież?”
„Ona nie jest złodziejką!”
„To zadzwoń do niej.”
Z ciężkim westchnieniem Maksim wyciągnął telefon. Rozmowa była krótka.
„Kir, hej. Nie wzięłaś przypadkiem od nas drewnianej szkatułki na biżuterię – Lery? Nie? Dobra.”
Rozłączył się i spojrzał na żonę.
„Mówi, że jej nie wzięła.”
„Oczywiście, że tak mówi” – ​​Lera uśmiechnęła się gorzko. – „A ty w ogóle jej wierzysz?”
Zobacz więcej na następnej stronie

Publicité