„To moja siostra, Ler”.
„A ja jestem twoją żoną. I mówię ci – wzięła to”.
Nie powiedział ani słowa. Usiadł na brzegu łóżka i potarł twarz.
„Jutro do niej pójdę. Dowiem się”.
Następnego dnia Kira nie odpowiedziała. Nikt w jej akademiku nie widział jej od kilku dni. Maksim pociemniał i zamilkł, paląc przy oknie – czego nigdy wcześniej nie robił. Lera siedziała przy laptopie, niezdolna do pracy.
Tego wieczoru, kierując się intuicją, otworzyła stronę z ogłoszeniami. W wyszukiwarce wpisała: „drewniane pudełko z intarsją z masy perłowej”.
Na drugiej stronie – zdjęcia. Rozmazane, ale boleśnie znajome.
Lera zakryła usta dłonią. To było jej. Jej babci.
Ogłoszenie było datowane trzy dni temu. Numer telefonu. Imię: „Marina”.
Jej ręce drżały, gdy kliknęła „Zadzwoń”.
„Halo?” Odebrała kobieta – starsza, zmęczona.
„Dzień dobry, dzwonię w sprawie szkatułki na biżuterię. Czy jest jeszcze na sprzedaż?”
„Tak, jest jeszcze dostępna. To piękny okaz. Chcesz ją zobaczyć?”
„Tak. Możemy się dzisiaj spotkać?”
„Jasne. O szóstej. Puszkinskaja, przy kawiarni „Broszka”.
Lera zgodziła się, po czym natychmiast wysłała SMS-a do Maksima:
Znalazłam szkatułkę. Jest wystawiona na sprzedaż. Spotykam się ze sprzedawcą dziś wieczorem.
Odpowiedź nadeszła szybko:
Czekaj. Idę z tobą.
Przyjechali wcześnie, około 17:30. Padała lekka mżawka, niebo było ciężkie i niskie. Kawiarnia na rogu rozświetlała się ciepłym blaskiem; w powietrzu unosił się zapach kawy i mokrego asfaltu.
Dokładnie o szóstej podeszła kobieta około pięćdziesiątki w szarym płaszczu, niosąc dużą torbę.
„Halo, przyszłaś w sprawie pudełka?” zapytała.
„Tak”, Lera skinęła głową.
Kobieta otworzyła torbę i wyciągnęła pudełko. Lera o mało nie krzyknęła.
To było pudełko.
Każde zadrapanie. Każda krzywizna wzoru.
„Dała mi je córka”, powiedziała kobieta. „Powiedziała, że go nie potrzebuje… kazała mi je sprzedać”.
„Twoja córka?” zapytała Lera. „Jak ma na imię?”
„Marina”.
Maksim wymienił spojrzenia z Lerą.
„Czy ona przypadkiem nie ma przyjaciółki o imieniu Kira?” zapytał.
„Yyy… tak, chyba tak ma na imię”, zmarszczyła brwi kobieta. „Uczą się razem. Dlaczego?”
„Ten przedmiot został skradziony”, powiedział Maksim spokojnie i stanowczo.
Kobieta zbladła. „Co? Nie! Przyniosła go moja córka… powiedziała, że dała jej go przyjaciółka!”
„Jej przyjaciółką jest Kira” – powiedziała cicho Lera. „Siostra mojego męża”.
Cisza.
Potem kobieta odetchnęła, zdjęła rękawiczkę i wyciągnęła pudełko.
„Weź to. Nie wiedziałam. Przysięgam.”
Lera przycisnęła je do piersi. Łzy napłynęły jej do oczu, ale je powstrzymała.
Pożegnali się, wsiedli do samochodu i siedzieli w milczeniu.
Maksim odpalił silnik, ale nie ruszył.
„Ler… Nawet nie wiem, co powiedzieć.”
„Powiedz, że rozumiesz.”
Skinął głową.
„Rozumiem.”
Następnego ranka zamek znowu zatrzasnął się.
„I co? Znalazłaś?” – dobiegł z korytarza głos Kiry. „Słyszałam, że mnie szukałaś.”
Kira stała w drzwiach, żując gumę i trzymając telefon w dłoni.
Szkatułka na biżuterię leżała na stole. Maksim stał przy oknie. Lera usiadła naprzeciwko niego – zmęczona, ale spokojna.
„Kira, usiądź” – powiedział Maksim.
Jej wzrok powędrował w stronę stołu i przez ułamek sekundy na jej twarzy pojawił się wyraz paniki.
„I co z tego?” powiedziała.
„Ukradłaś pudełko” – odparła Lera.
„Nie ukradłam go – wzięłam. Duża różnica.”
„Bez pytania. Żeby je sprzedać.”
Kira wzruszyła ramionami. „Potrzebowałam pieniędzy. Przyniosłabym je później.”
„Przyniosłam je z powrotem?” powtórzyła Lera. „To pudełko, które wystawiłaś na sprzedaż przez swoją przyjaciółkę?”
„O mój Boże, przestań tak dramatyzować!”
Maksim odwrócił się gwałtownie.
„Kira, czy ty w ogóle rozumiesz, co zrobiłaś?”
„Co ja zrobiłam?” warknęła Kira. „Wzięłam stare pudełko, żeby zarobić trochę kasy! Lera ma wszystko – nie tęskniłaby za nim!”
Lera wstała i podeszła bliżej. Jej głos drżał, ale słowa były jasne jak brzytwa.
„To nie pudełko. To wspomnienie. A ty je ukradłaś, nawet nie zdając sobie sprawy, że nie kradłaś przedmiotu – kradłaś kawałek czyjegoś życia”.
Kira cofnęła się i skrzywiła.
„Nieważne. I tak chodzi o mieszkanie. Wyszłaś za mąż, Max, i to wszystko – teraz jestem dla ciebie nikim, prawda?”
„Kira” – powiedział cicho Maksim – „zostaw klucze. I idź”.
„Co?”
„Klucze. Do mieszkania”.
„Max, mówisz serio? Jestem twoją siostrą!”
„Właśnie dlatego proszę cię spokojnie” – powiedział. „Zostaw klucze”.
Rzuciła brelok na podłogę.
„Dobra! To zamieszkaj w swoim głupim muzeum”.
Drzwi zatrzasnęły się.
Lera opadła na fotel i zamknęła oczy. Maksim podniósł klucze i położył je na półce.
„Powinienem był cię posłuchać wcześniej” – powiedział cicho.
Nie odpowiedziała. Po prostu siedziała, czując, jak napięcie uchodzi z pokoju.
Na zewnątrz powoli zaczęły padać płatki śniegu – pierwszy śnieg w tym roku.
To był koniec domu, w którym przez zbyt długi czas przebywały trzy osoby.
A przed nią czekała rozmowa, która miała się odbyć tego wieczoru – z matką Maksima.
Telefon Lery zawibrował, przerywając ciszę. Już wiedziała, kto dzwoni.
Galina Pietrowna.
„Co ty, u licha, zrobiłaś Kirze?!!” – krzyknęła kobieta, jakby krzycząc prosto do ucha Lery. „Jak mogłaś wyrzucić własną siostrę?! Mówiłam ci – to tylko dziecko!”
Lera ścisnęła szkatułkę na biżuterię na kolanach, aż zabolały ją palce. Maksim stał obok, z rękami w kieszeniach, w milczeniu. Nie chciał przerywać, ale słyszał każde słowo.
„Mamo” – powiedział spokojnie, bez typowej dla siebie irytacji – „posłuchaj mnie. Kira ukradła rodzinną pamiątkę Lery. Próbowała ją sprzedać. To nie dziecinne psoty – to kradzież”.