Po pokoju przeszedł szmer. Ktoś wyszeptał „Boże…”. Ktoś odebrał kolejny telefon.
Bianca odwróciła się do Mihaia, szeroko otwierając oczy.
— Powiedziałeś mi, że twoja była… że odeszła z własnej woli. Że nie chciała dziecka.
Poczułam ucisk w piersi, ale nic nie powiedziałam. Prawda już mnie nie potrzebowała.
— To nie to, na co wygląda, próbował Mihai, ale jego głos brzmiał pusto. Spójrz na nią… ona nawet nie ma się w co ubrać.
Spojrzałem na swój tani płaszcz, kupiony za ostatnie 300 lei. Potem na moje dziecko. I uśmiechnąłem się.
— Nie miałem się w co ubrać, powiedziałem wyraźnie. Ale miałem coś, co pozwalało przetrwać.
Elena kontynuowała spokojnym, niemal dydaktycznym tonem:
— Są świadkowie. Są zdjęcia. Jest dokumentacja medyczna. I jest dziecko porzucone w środku zimy. Prawo nie lubi takich historii.
Urzędnik odłożył księgę.
— Myślę, że ceremonia… nie może być kontynuowana.