Publicité

Minęło sześć tygodni, odkąd Mihai mnie popchnął

Publicité

Po pokoju przeszedł szmer. Ktoś wyszeptał „Boże…”. Ktoś odebrał kolejny telefon.

Bianca odwróciła się do Mihaia, szeroko otwierając oczy.

— Powiedziałeś mi, że twoja była… że odeszła z własnej woli. Że nie chciała dziecka.

Poczułam ucisk w piersi, ale nic nie powiedziałam. Prawda już mnie nie potrzebowała.

— To nie to, na co wygląda, próbował Mihai, ale jego głos brzmiał pusto. Spójrz na nią… ona nawet nie ma się w co ubrać.

Spojrzałem na swój tani płaszcz, kupiony za ostatnie 300 lei. Potem na moje dziecko. I uśmiechnąłem się.

— Nie miałem się w co ubrać, powiedziałem wyraźnie. Ale miałem coś, co pozwalało przetrwać.

Elena kontynuowała spokojnym, niemal dydaktycznym tonem:

— Są świadkowie. Są zdjęcia. Jest dokumentacja medyczna. I jest dziecko porzucone w środku zimy. Prawo nie lubi takich historii.

Urzędnik odłożył księgę.

— Myślę, że ceremonia… nie może być kontynuowana.

Publicité