Kiedy wyszłam na zewnątrz, zimne powietrze wypełniło moje płuca. Już nie padał śnieg. Niebo było czyste, czyste, jak po burzy, która zrobiła swoje.
Andriej poruszył się lekko i otworzył oczy. Spojrzałam na niego i wiedziałam, z uspokajającą pewnością, że wszystko będzie dobrze.
Miałam przed sobą długą drogę. Procesy. Dokumenty. Ciężkie dni.
Ale miałam też coś, czego Mihai nigdy nie będzie miał.
Wolność.
I dziecko śpiące bezpiecznie na mojej piersi.