Nie odpowiedziałem jej od razu. Czasami prawda potrzebuje powietrza, żeby nie bolała za bardzo.
Wróciliśmy do domu, do skromnego domku na obrzeżach miasta, z wiśnią w ogrodzie i skrzypiącym płotem. Ana rzuciła tornister na krzesło i poszła prosto do swojego pokoju. Ja zostałem w kuchni, z otwartą kopertą na stole.
List Radu nie był długi. Był jasny. Zostawił po sobie 180 000 lei, oszczędności z pracy, premie i małą działkę sprzedaną przed wypadkiem. Wszystko było przeznaczone dla Any, pod jednym warunkiem: jej matka nie będzie miała dostępu do pieniędzy, dopóki dziecko nie skończy 21 lat, z powodu długów i hazardu, o których dowiedział się za późno.
Był też fragment, który za każdym razem, gdy go czytałam, łamał mi się na sercu:
„Jeśli zniknie, wiedz, że to nie z powodu zaniedbania. To z wyboru”.