Andreea odwróciła się do niej.
— Mamo… Călin to moja rodzina.
Po sali przeszedł szmer. W końcu moja żona znalazła odwagę, na którą tak długo czekałem.
Martina stała tam jak sparaliżowana.
Skinąłem głową do Daniela.
— Chodź.
Zaprowadziła nas do prywatnego pokoju – ciepłego, eleganckiego pomieszczenia ze świecami i drogim rumuńskim winem. Daleko od złośliwych spojrzeń i arogancji.
Andreea wzięła mnie za rękę.
— Przepraszam… za wszystko.
Spojrzałem na nią łagodnie.
— To nie twoja wina. Ważne, że tu jesteśmy. Razem.
Daniel uśmiechnął się, nalewając wino do kieliszków.
— Wiesz, niewielu ma siłę, żeby zrobić to, co zrobiliście dziś wieczorem. Odwaga jest rzadsza niż pieniądze, uwierz mi.
Andreea westchnęła, opierając głowę na moim ramieniu.
— Ona nie zasługuje na ciebie jako zięcia, ale ja zasługuję na ciebie jako męża.