— Poproszę gorącą herbatę — powiedziałem. — I rachunek.
Rachunek wyniósł 1200 lei. Zapłaciłem bez mrugnięcia okiem. Nie za jedzenie. Za zakończenie.
Tego wieczoru wyszedłem na taras. Morze było spokojne. Ja też. Po raz pierwszy od dawna.
Następnego dnia zadzwoniłem do prawnika. Dokumenty były jasne. Wszystko, co zbudowałem, było moje. Nie tylko prawnie. Moralnie.
Mihai próbował się do mnie dodzwonić. Dziesiątki razy. Nie odbierałem.
Bo czasami największą zemstą nie jest krzyk.
To wstanie z łóżka.
Pójście prosto przed siebie.
I dokładne poznanie siebie.