Publicité

Odtrącona Omega i narodziny Królowej Księżyca

Publicité

Co się dzieje, gdy osoba, którą wszyscy odrzucili, staje się jedyną, bez której nie można już żyć? Historia Amandy zaczyna się właśnie w takim miejscu — w punkcie całkowitego odrzucenia, gdzie człowiek przestaje być dla innych kimkolwiek.

Dla Amandy bycie Omegą w Stadzie Kamiennej Rzeki oznaczało życie na marginesie. Było to życie złożone z resztek jedzenia, szeptów za plecami i chłodnej pogardy, którą Alpha Marcus nigdy nie próbował ukrywać. W stadzie, gdzie siła i dominacja były najwyższą wartością, Omega była kimś najmniej znaczącym. Kimś, kogo obecność była tolerowana tylko dlatego, że nikt nie chciał zawracać sobie głowy jej losem.

Podczas Wielkiej Ceremonii Księżyca Amanda nie została jedynie pominięta. Została publicznie upokorzona. Odrzucona. Wygnana.

Wyrzucona w sam środek śnieżnej burzy, która zdawała się kpić z ludzkich ceremonii i hierarchii. Dla stada była nikim. Była nikim dla wszystkich… oprócz przeznaczenia.

Gdy znalazła schronienie w zrujnowanej stodole, była przekonana, że to miejsce stanie się jej grobem. Jednak gdy się obudziła, odkryła coś niemożliwego.

Nie była sama.

Otaczało ją gniazdo dziesięciu ogromnych wilków.

I one nie spały.

One jej pilnowały.

Burza, która zmieniła wszystko

Śnieżyca nie przejmowała się ceremoniałem ani rytuałami. Wiatr uderzał w ściany Wielkiej Sali z brutalną siłą, a jego wycie brzmiało jak gorzka kpina z jedności, o której w środku przemawiał Alpha Marcus.

Amanda stała jak zawsze na końcu sali, blisko kuchni. Było to miejsce, do którego przyzwyczaiła się przez lata — miejsce wystarczająco blisko, by wykonywać obowiązki, ale wystarczająco daleko, by nikt nie musiał na nią patrzeć.

Zapach pieczonego jelenia unosił się w powietrzu, mieszając się z zapachem mydła na jej spierzchniętych dłoniach. Była Omegą — najniżej w hierarchii wilczego społeczeństwa. Jej wilk, jeśli w ogóle istniał, nigdy się nie odezwał. Był jak uśpiona, bezużyteczna część jej duszy.

Tego wieczoru obchodzono Noc Jedności. Była to noc, podczas której Alpha miał wybrać swoją Lunę — partnerkę, która umocni jego władzę i zapewni przyszłość stada.

Nadzieja była dla Omegi czymś niebezpiecznym. A jednak serce Amandy biło szybciej.

Nie dlatego, że wierzyła, iż Marcus mógłby ją wybrać. To była fantazja dziecka.

Ale gdzieś głęboko w sobie podziwiała go.

Był silny. Zdecydowany. Przystojny w sposób, który sprawiał, że inne wilczyce — zwłaszcza Beth, córka Bety — starały się przyciągnąć jego uwagę.

Amanda miała tylko jedną cichą nadzieję.

Że kiedy Marcus wybierze Lunę, jego spojrzenie stanie się łagodniejsze. Może wtedy okrucieństwo stada wobec niej choć trochę się zmniejszy.

Nie wiedziała jeszcze, jak bardzo się myliła.

Publiczne odrzucenie

Głos Marcusa nagle uciszył całą salę. Stał na podwyższeniu niczym żywy symbol siły — wysoki, o ciemnych włosach i oczach przypominających kawałki czarnego obsydianu.

Jego spojrzenie przesuwało się po twarzach wilków.

Po nadziei.

Po oczekiwaniu.

Po dumie.

A potem zatrzymało się na Amandzie.

W jednej chwili sala zamilkła.

Amanda zamarła. Zimny strach spłynął po jej kręgosłupie. W jego oczach nie było zainteresowania.

Była w nich pogarda.

„Jesteśmy stadem siły” — powiedział Marcus spokojnym, ale niebezpiecznie chłodnym głosem. „Oddajemy cześć Bogini Księżyca, eliminując słabość i chroniąc czystość naszej krwi.”

Zrobił krok w jej stronę. Tłum rozsunął się, zostawiając ją samą w środku ciszy.

„Od lat nosimy na sobie ciężar. Pasożyta. Wilka bez wilka, który tylko zużywa zasoby stada.”

Krew Amandy zamarła.

„Alpha… ja… ja pracuję…”

„Pracujesz?” — prychnął. „Czyścisz kuchnię. Cerujesz ubrania. A jednak nadal jesteś pustką.”

Stanął tuż przed nią.

„Twoi rodzice spuścili głowy ze wstydu w dniu, gdy nie potrafiłaś się przemienić. Twoja obecność tutaj to przekleństwo.”

Następnie odwrócił się do stada.

„Beth, córka mojego Bety, będzie moją wybraną partnerką.”

W sali rozległy się oklaski.

Beth spojrzała na Amandę z triumfem i czystą nienawiścią.

Marcus uniósł rękę.

„A jako pierwszy akt mojej władzy z moją prawdziwą partnerką u boku… oczyszczam stado.”

Wskazał drzwi.

„Amanda bez wilka. Zostajesz odrzucona. Wygnana ze stada. Jeśli wrócisz — będziesz traktowana jak zbłąkany wilk i zostaniesz upolowana.”

Nie odrzucił jej jako partnerki.

Odrzucił jej istnienie.

Dalsza część artykułu znajduje się na następnej stronie. Reklama

Publicité