Publicité

Ojej, dziewczyno, patrzysz na niego na próżno, on się nie ożeni. A jeśli się ożeni, to będziesz miała z nim ciężko

Publicité

„Nie dziękuj mi. To ja powinnam prosić o wybaczenie”.

Spojrzała na niego i lekko się uśmiechnęła.

„Nie trzeba, Mikołaju. Bóg wszystko układa na swoim miejscu”.

Potem w milczeniu odszedł. A ona została na ganku, z Anną w ramionach, obserwując, jak chmury się rozpraszają, a księżyc pojawia się na niebie.

W tym momencie Varia poczuła, że ​​życie, ze wszystkim, co jej zabrało i dało, było jednak sprawiedliwe. Może niełatwe, ale prawdziwe. I po raz pierwszy od dawna uśmiechnęła się ze spokojem w sercu.

Po kilku dniach Warja zebrała się na odwagę i poszła do Mikołaja. Wracał właśnie z pola, z rękami pełnymi kurzu i papierosem w ustach.

– Mikołaju, muszę ci coś powiedzieć – powiedziała drżącym głosem.

– Co się stało, dziewczyno?

– Będziemy mieli dziecko.

Przez chwilę stał nieruchomo, jakby nie usłyszał. Potem rzucił papierosa i powiedział sucho:

– Przestań się wygłupiać, Warjo. Nie jestem gotowy na coś takiego.

Dziewczyna splotła dłonie, starając się nie płakać. Ale jej oczy napełniły się łzami.

Publicité