Publicité

Ostrzegam Cię po raz ostatni: jeśli nie zmienisz sali weselnej, odmówię ślubu – do wesela zostały dw…

Publicité

Ostrzegam cię ostatni raz jeśli nie zmienisz sali weselnej, to nie wychodzę za ciebie za mąż! dwa tygodnie do ślubu, a ona trzymała w rękach zaproszenia ślubne i nie mogła się przemóc, żeby je podpisać
No weź, co znowu, Kinga? westchnął smętnie jej narzeczony.
Mam złe przeczucie!
To nic dziwnego uśmiechnął się lekko chłopak. Nie codziennie się bierze ślub, stąd te nerwy, ale przejdą. Obiecuję, będzie super!
Obiecać możesz, ale skąd wiesz? Jak mamy żyć razem, skoro nawet teraz nie liczysz się z moim zdaniem?!
Kinga, nie mamy worka pieniędzy. Gdybym zmienił salę, stracimy zadatek, już wpłaciłem zaliczkę na dekoracje i catering. To nie jest kwota, którą można wyrzucić przez okno.
Kochanie, to nie jest największy problem po prostu mi uwierz.
No nie, nie mogę wierzyć w takie bajki. Przynajmniej bądźmy rozsądni. Stracimy kasę i nie pojedziemy w podróż poślubną. Może mi w końcu wyjaśnisz, o co ci chodzi?
Dobra tylko nie mów, że to niemożliwe. Jeśli ty w coś nie wierzysz, to nie znaczy, że to nie istnieje.
Słowo, nie wyśmieję, mów.
U nas w pracy pojawiła się niedawno nowa, bardzo dziwna dziewczyna, Aldona. Cały dzień chodzi tylko w czarnych ciuchach i milczy jak grób. Pewnego dnia podeszła do mnie i mówi:
Pozdrowienia od babci Teresy.
Co?! zbaraniałam, bo babcia Teresa nie żyje od trzech lat.
Chcesz, powiem ci, przed czym chce cię ostrzec? zagadnęła. Po pracy tylko.
No i zgodziłam się. I posłuchaj, co usłyszałam
To było dawno temu. U nas, w Bielsku-Białej, postawili nową restaurację z ogromną salą bankietową.
Krzysztof był kierowcą na tej budowie, zarabiał całkiem nieźle. Zarezerwował z narzeczoną, Marleną, wesele właśnie tam. Dla niej była to wielka atrakcja, bo pochodziła spod Wadowic, biedna rodzina, żadnych wystawnych przyjęć. Chciała zrobić furorę i zaskoczyć rodzinę.
W dzień ślubu Marlena wyglądała zjawiskowo: biała suknia, welon, uśmiech od ucha do ucha. Krzysiek obok jak z żurnala, smoking skrojony na miarę.
Po ślubie orszak weselny rusza pod restaurację, goście aż zaczęli gwizdać z zachwytu nad przepychem sali. Ale jedna babcia cmoknęła tylko rozczarowana:
Zamiast świeżych kwiatów na stole plastikowe! Co to się dzieje, świat na głowie.
Ale kto by się przejmował, przecież wtedy wszystko robili sztuczne: i sztućce, i obrusy, i nawet kwiatki na cmentarzu. Przemysł chemiczny w PRL-u kwitł.
Tylko goście przyszli ze świeżymi postawili je przed parą młodą.
I w trakcie pierwszego tańca… wrócili, a bukiet róż przed panną młodą kompletnie zwiędł!
Ktoś wyniósł kwiaty, wesele potoczyło się dalej. Ale potem Marlenę dopadły mdłości i zemdlała. Otworzyli okna może duszno… ale zaraz znowu zaczęło jej się robić słabo.
Goście zaczęli szeptać:
Marlena chyba w ciąży…
Najważniejsze, żeby zdrowa była, ciąża minie śmiał się ktoś.
Widziałem plamę jakby z krwi na sukni! zawiadomił rodziców kuzyn.
Szukają żadnej plamy nie ma.
Ktoś inny rozpuścił plotkę, że widział przy drzwiach kobietę w całkiem czarnym ubraniu. Szukali jej, ale zniknęła jak kamfora.
Pierwsza noc poślubna to był dramat. Zamiast namiętności dreszcze. Słyszeli czyjeś kroki w pokoju, Krzysiek co chwilę zerkał przez ramię, bo czuł czyjś wzrok. Spali z zapalonym światłem.
Rano panika totalna.
Podróże poślubne? Gdzie tam, w PRL od razu do roboty: Krzysiek wrócił do pracy i nie dotrwał do weekendu. Samochód wjechał na czołówkę. Droga dobra, pogoda idealna, doświadczony kierowca nikt nie wiedział, jak to możliwe.
Marlena wyschła z żalu, nie do poznania. Po roku zniknęła i do dziś jej nie znaleziono.
Ładny horror zakpił Grzegorz ale co to ma wspólnego z nami?
Bezpośrednio! Kinga prawie płakała. To była ta sama restauracja, w tej samej sali, którą nam zarezerwowałeś!
Ale my nie mamy nic wspólnego z jakąś Marleną, serio… wiadomo ilu ludziom coś się w życiu nie udało?
Mówią, że restaurację postawiono na starym cmentarzu. Sala stoi idealnie na miejscu dawnego grobu młodej dziewczyny, samobójczyni, która parę dni po ślubie przyłapała męża na zdradzie. Zrozumiesz teraz?
Nie wierzę w takie cuda!
Jej duch się mści zabiera pana młodego zaraz po ślubie, a pannę młodą dokładnie rok później. Może akurat ta nasza uroczystość trafi w zły termin? Przecież nie bez powodu babcia mnie ostrzegła spod tamtej strony…

Publicité