Sąsiadka z dołu pożyczyła ode mnie dwa tysiące na rachunki za prąd. Obiecała oddać z trzynastki. Trzynastka przyszła i poszła, a sąsiadka zamontowała nowe rolety i zaprosiła mnie na kawę, żebym zobaczyła, jak ładnie wyglądają
Rolety były kremowe, z grubej tkaniny, takie na sznurkach - widziałam je przez uchylone drzwi i poczułam, jak coś mnie ściska pod żebrami.
Halina stała w przedpokoju z uśmiechem, jakby właśnie wygrała w Lotto. "Wejdź, Małgośka, musisz zobaczyć, jaki mam teraz widok na podwórko! Zupełnie inne mieszkanie!"
Weszłam. A co miałam zrobić - nie wejść? Nie tak to działa na klatce, gdzie ludzie żyją drzwi w drzwi od piętnastu lat. Zdjęłam buty, przeszłam przez korytarz wyłożony tanim panelem i usiadłam na kanapie, którą znałam na pamięć.
Halina już grzała wodę. Ja patrzyłam na te nowe rolety i liczyłam w głowie. Kremowe, na wymiar, do trzech okien. To musiało kosztować ze dwa tysiące. Może nawet więcej.
Dwa tysiące. Dokładnie tyle, ile pożyczyłam jej w listopadzie.
Mieszkam na trzecim piętrze bloku z wielkiej płyty na Bródnie - tego samego, w którym Halina zajmuje parter. Znam ją od czasu, kiedy się tu wprowadziłam z Leszkiem i dwójką dzieci. Ona już wtedy była po rozwodzie, z dorosłą córką gdzieś w Anglii i emeryturą po trzydziestu latach w bibliotece gminnej.
Ja pracowałam na zmiany w fabryce opakowań na Targówku - najpierw przy linii, potem jako szefowa zmiany. Dobrze się układało. Halina pilnowała moich dzieci, kiedy nocna zmiana wypadała w środku tygodnia.
Ja przynosiłam jej siatki z zakupami, kiedy lód na chodniku robił się za gruby dla jej kolan. Przez lata wyrosła z tego bliskość, której nie nazwieszz przyjaźnią, ale która jest czymś mocniejszym - nawyk troski.
Więc kiedy Halina zapukała tamtego listopadowego wieczoru i powiedziała, że nazbierało jej się zaległości za prąd za kilka miesięcy i grożą jej odcięciem, nie zastanawiałam się długo. Dwa tysiące. Odłożone na nowy odkurzacz, ale odkurzacz mógł poczekać.
"Oddam ci z trzynastki" - powiedziała, patrząc mi prosto w oczy. "W lutym najdalej. Słowo daję."
Nie spisałam niczego. Nie wzięłam pokwitowania. Bo kto bierze pokwitowanie od kobiety, której kluczami podlewa kwiaty, kiedy jest w sanatorium?
Luty przyszedł. Trzynastka - bo Halina miała prawo do dodatkowej emerytury - też przyszła. Wiedziałam, bo Halina sama mi o tym powiedziała jeszcze w grudniu, z ulgą, że "Kela z ZUS-u potwierdziła, będzie w lutym na pewno".
Czekałam. Nie dzwoniłam, nie pukałam, nie chciałam być tą, która "się dopomina". Pomyślałam - sama przyjdzie. Wie, ile to dla mnie znaczy. Wie, że Leszek od roku jest na zwolnieniu po operacji kolana i moja pensja ciągnie dom sama.
Luty minął. Połowa marca. Cisza. Za to z dołu zaczęły dochodzić odgłosy wiercenia. Halina mówiła sąsiadce z drugiego piętra, że "robi drobne remonty". Potem zamontowała te rolety.