"Pani Małgorzato" - powiedziała cicho. "Mama mi powiedziała o tych pieniądzach. Proszę." Wyciągnęła kopertę. "Dwa tysiące. Przepraszam, że tak długo. Mama... mama ma swoje problemy z takimi rzeczami. Ja o tym nie wiedziałam do wczoraj."
Wzięłam kopertę. Ręce mi drżały - nie z powodu pieniędzy, ale z powodu tego, co stało za tymi pieniędzmi. Jola stała jeszcze chwilę, jakby chciała coś dodać, ale ostatecznie kiwnęła głową i poszła.
Halina nigdy o tym nie wspomniała. Ani o kopercie, ani o córce, ani o długu. Spotykamy się na klatce i rozmawiamy o pogodzie. Kiwamy głowami. Pytam, jak kolano. Ona pyta, jak Leszek.
Ale kwiatów u niej już nie podlewam. I ona o to nie prosi.
Czasem myślę, że te dwa tysiące to były najtańsze pieniądze, jakie w życiu wydałam. Bo za dwa tysiące dowiedziałam się, ile kosztuje piętnaście lat sąsiedzkiego zaufania. Dokładnie tyle, co kremowe rolety na wymiar.