Publicité

Zadzwonili z banku: „twoja żona jest tutaj z mężczyzną, który wygląda dokładnie jak ty…”

Publicité

„A co jeśli odmówię?”

Marcus wyciągnął z kieszeni pistolet, mały srebrny rewolwer, który w jego dłoniach wyglądał na niemal delikatny.

„W takim razie i tak to zorganizujemy, ale będzie to dla ciebie bardziej chaotyczne i bolesne”.

Spojrzałem na broń, potem na dwie osoby, które planowały mnie zabić, i poczułem coś nieoczekiwanego.

Ulga.

Nie dlatego, że chciałem umrzeć, ale dlatego, że czekanie w końcu się skończyło. Gry, kłamstwa, manipulacje. To wszystko miało się skończyć tej nocy. Tak czy inaczej.

„Wiesz, co jest zabawne?” – zapytałam, zaskakując samą siebie, że naprawdę to mówię. „Naprawdę kochałam cię przez pięć lat. Szczerze wierzyłam, że ty odwzajemniasz moje uczucia”.

Wyraz twarzy Jolene nieco złagodniał.

„Wiem, że tak. I Edwinie, na swój sposób, zależało mi na tobie. Byłeś dla mnie dobry, hojny, ufny. Gdybym była inną osobą, gdybym miała inne życie, może bym się w tobie zakochała”.

„Ale nie jesteś inną osobą.”

„Nie. Jestem dokładnie tym, kim muszę być.”

Marcus podniósł pistolet i wycelował go w moją klatkę piersiową.

„Dość gadania. Musimy to skończyć i stąd wyjść.”

Wtedy zgasło światło.

Dom pogrążył się w całkowitej ciemności i przez chwilę nikt się nie poruszył.

Potem wybuchł chaos.

Usłyszałem, jak Jolene sapnęła, usłyszałem, jak Marcus przeklina i macha pistoletem w kierunku miejsca, w którym jego zdaniem stałem. Upadłem na podłogę i potoczyłem się w stronę salonu, mając nadzieję, że uda mi się oddzielić od pistoletu jakiś mebel.

„Agenci federalni! Rzućcie broń!”

Głos dochodził z zewnątrz, wzmocniony przez megafon, i nagle mój dom został zalany światłem z silnych reflektorów skierowanych przez każde okno.

„Edwin Hartwell, jeśli to słyszysz, nie poddawaj się!”

Więcej głosów z wielu kierunków. Drzwi wejściowe otworzyły się gwałtownie, a przez otwór wlały się odziane na czarno postacie.

Słyszałem, jak Marcus wystrzelił dwa razy z pistoletu; dźwięk był ogłuszający w zamkniętej przestrzeni, a potem rozległ się głośny trzask, przypominający paralizator.

Publicité